(12.V.1995 - 13.III.2011)
Była z moją mamą i jej całą rodziną prawie 16 lat. Ja ją znałam całe moje życie. Na początku wołałam na nią Piba i później wszyscy już tak ją nazywali. Ja ją znałam jako poczciwą staruszkę, która miała już cały siwy pyszczek. Mama pamięta jak ta nasza Debrunia była cała czarniutka i miała tysiące szczenięcych pomysłów. Pamięta jak w upalne dni wskakiwała namiętnie do rzeczki i trzeba było ją kapać bo była w mule i strasznie śmierdziała. Gorzej było gdy wytarzała się w jakiejś padlinie, czy kupie. Na szczęście z wiekiem takich głupich pomysłów miała znacznie mniej. Bardzo lubiła jeździć autem, ale jak myślała że musi już wysiadać zamieniała się w bardzo głośnego pasażera. Jak to każdy piesek nie lubiła weterynarzy. Była oczkiem w głowie babci Krysi, która ją rozpieszczała i traktowała jak trzecią (tą najwdzięczniejszą ;)) córkę. Zawsze na nas czekała w domu i głośno hałasowała (ku udręczeniu sąsiadów) na nasz widok. Łapała w pysk kapcie, parasole, rękawiczki i roznosiła po całym mieszkaniu i zawsze trzeba było ich szukać. Wracając ze spaceru brała smycz w pysk, a wszyscy się śmiali że "pies sam siebie prowadzi". Czasami nosiła jakieś lekkie zakupy, czy gazety. Była zdecydowanie psem kanapowym, choć nie gardziła swoim posłaniem w szafie. Starość jej nie oszczędziła, ale dzielnie znosiła swoje dolegliwości. Ona starała się zrozumieć nasze nawoływanie na migi (gdy już nie słyszała), a my dzielnie znosiliśmy gdy było czuć gdy Pibunia się zbliża. Będziemy za nią bardzo tęsknić bo była członkiem naszej rodziny (choć dla niektórych to może być niezrozumiałe).
Blog dla moich bliskich, którzy są daleko i nie mogą na co dzień patrzeć jak rośniemy.
wtorek, 15 marca 2011
czwartek, 3 marca 2011
Jarzębinka
W domu odbyła się wielka dyskusja. Czy marchewka jest pomarańczowa, czy może czerwona? O ten istotny kolor spierała się babcia Krysia i moja mamusia:
- Mamo marchewki są pomarańczowe - krzyczała mama do babci,która była w innym pokoju
- Czerwone!! -odkrzyczała babcia, a ja się przysłuchiwałam.
- Przeproś ją.- powiedziałam bez namysłu
- Słucham?? - babcia myślała, że się przesłyszała
- Przeproś swoją córkę. - odrzekłam, a babcia była zaskoczona. Zaczęła mi wyjaśniać, że są różne marchewki i nie musi przepraszać mamy. Ja grzecznie wysłuchałam i poszłam do mamy.
- Mamo powiem Ci coś na ucho.
- Dobrze -mama się nachyliła
- POMALANCOWE - wyszeptałam i pobiegłam do babci zostawiając mamę tarzającą się ze śmiechu.
- Coś tam naskarżyła?? - spytała babcia
- Powiedziałam, że są pomalancowe...
Cóż prawda jest taka, że są różne marchewki i białe i żółte, pomarańczowe i nawet czerwone.
Od jakiegoś czasu powstawał ogromny problem z myciem moich włosków. Raz bywało lepiej,a raz gorzej. Rodzice mieli nadzieję, że to moje humorki. Jak sama się bawię to potrafię wylać sobie miseczkę wody na głowę,czy wycisnąć gąbkę na moją grzywkę. Woda wtedy leje mi się po oczach, a ja nawet nie pisnę. Sytuacja się zmienia gdy chodzi i o mycie głowy. Ostatnio moje zachowanie przerosło mamę. Strasznie płakałam gdy włoski mi myły babcie,czy ciocia Karinka. Babcia Ania kupiła mi takie rondo i w końcu lanie prysznicem po głowie stało się przyjemnością. U nas sprawdził się ten wynalazek. Niestety Malwinka, która ostatnio też nie przepada za myciem głowy nie chce tego ronda założyć...Problem może śmieszny, ale spytajcie cioci Karinki jak ona lubiła mycie głowy w dzieciństwie. Dobrze, że ciocia wyrosła i teraz myje sobie włosy i sąsiedzi o tym nic nie wiedzą.
- Mamo marchewki są pomarańczowe - krzyczała mama do babci,która była w innym pokoju
- Czerwone!! -odkrzyczała babcia, a ja się przysłuchiwałam.
- Przeproś ją.- powiedziałam bez namysłu
- Słucham?? - babcia myślała, że się przesłyszała
- Przeproś swoją córkę. - odrzekłam, a babcia była zaskoczona. Zaczęła mi wyjaśniać, że są różne marchewki i nie musi przepraszać mamy. Ja grzecznie wysłuchałam i poszłam do mamy.
- Mamo powiem Ci coś na ucho.
- Dobrze -mama się nachyliła
- POMALANCOWE - wyszeptałam i pobiegłam do babci zostawiając mamę tarzającą się ze śmiechu.
- Coś tam naskarżyła?? - spytała babcia
- Powiedziałam, że są pomalancowe...
Cóż prawda jest taka, że są różne marchewki i białe i żółte, pomarańczowe i nawet czerwone.
***
Od jakiegoś czasu powstawał ogromny problem z myciem moich włosków. Raz bywało lepiej,a raz gorzej. Rodzice mieli nadzieję, że to moje humorki. Jak sama się bawię to potrafię wylać sobie miseczkę wody na głowę,czy wycisnąć gąbkę na moją grzywkę. Woda wtedy leje mi się po oczach, a ja nawet nie pisnę. Sytuacja się zmienia gdy chodzi i o mycie głowy. Ostatnio moje zachowanie przerosło mamę. Strasznie płakałam gdy włoski mi myły babcie,czy ciocia Karinka. Babcia Ania kupiła mi takie rondo i w końcu lanie prysznicem po głowie stało się przyjemnością. U nas sprawdził się ten wynalazek. Niestety Malwinka, która ostatnio też nie przepada za myciem głowy nie chce tego ronda założyć...Problem może śmieszny, ale spytajcie cioci Karinki jak ona lubiła mycie głowy w dzieciństwie. Dobrze, że ciocia wyrosła i teraz myje sobie włosy i sąsiedzi o tym nic nie wiedzą.
***
Mama zgodziła się na publikacje swojego wiersza. Napisała go jakiś czas temu:
Była jarzębinka
Na polu siedziała
Patrzy babcia
Atu jakiś wilk wypada
Zaraz niedźwiedź tam wypada
Ratuje Jarzębinkę
Bo wilk chciał ją zjeść
A babcia się przestraszyła
I wiewiórki też przyszły
I wszystkie zwierzęta które
Mieszkają w lesie i nie są
Takie groźne poleciały za Jarzębinką
Ratować.
Milicjant wypada i samochody
Patrzą a wilk Jarzębinkę rusza
Milicjant wilka zatrzymał
A leśniczy zaprowadził wilka do lasu
I zabił.
I tak się skończyła bajka.
Na polu siedziała
Patrzy babcia
Atu jakiś wilk wypada
Zaraz niedźwiedź tam wypada
Ratuje Jarzębinkę
Bo wilk chciał ją zjeść
A babcia się przestraszyła
I wiewiórki też przyszły
I wszystkie zwierzęta które
Mieszkają w lesie i nie są
Takie groźne poleciały za Jarzębinką
Ratować.
Milicjant wypada i samochody
Patrzą a wilk Jarzębinkę rusza
Milicjant wilka zatrzymał
A leśniczy zaprowadził wilka do lasu
I zabił.
I tak się skończyła bajka.
(listopad 1986r.)
sobota, 19 lutego 2011
Kto pyta nie błądzi
Zanim przejdę do sedna mojego tematu napiszę o planowaniu. Moja mamusia lubi mieć wszystko zaplanowane, a życie po raz kolejny zweryfikowało jej PLANY. Najpierw okazało się że tatuń wraca z pracy wcześniej. Radość duża, ale za wcześniejszym powrotem krył się wcześniejszy wyjazd. Po powrocie taty pojechaliśmy do Krakowa. Niestety babcia Krysia w tym czasie pojechała do babci Stasi bo już nie mogła zmienić planów. Rodzice chcieli zabrać mnie do kina, na basen i na spacery. Niestety w sobotę rano okazało się, że ja nie mówię tylko skrzypię i trzeszczę. Cały weekend siedzieliśmy w domu, a w poniedziałek pani doktor stwierdziła zapalenie krtani (o moim "bohaterstwie" innym razem). Tyle zostało z aktywnego wypoczynku, a to dopiero był początek zmiany planów...
Pewnego ranka leżałyśmy z mamą w łóżku, a ja się do niej przymilnie uśmiechałam. Zagadnęłam ją o żółwie, a później:
- Mamo taka...yyy... zła woda ...yyy- nie wiedziałam jak spytać więc trochę się zaciełam
-Zła woda?? nie mam pojęcia o co Ci chodzi - odpowiedziała zaciekawiona mama
- Yyy taka woda co kapie...yyyy
- Hmm....taka woda co płynie po policzkach??
- Tak - odpowiedziałam zadowolona
- To są łezki.
- Z czego są te łezki??
Byłam z rodzicami w urzędzie,a tam jest tyle ciekawych rzeczy. Tata stał w kolejce, a ja zadawałam mamie pytania. Naszej rozmowie przysłuchiwała się pani i jej dorosła córka.
- Co to??
- kolumna- odpowiada mama
- Po co??
(...)
- Co to??
- Okrągłe okno w dachu.
- Po co??
Po wielu kolejnych pytaniach zapytałam o podłogę. Leżały na niej pasy wykładziny, a każdy w innym kolorze. Najpierw odgadywałyśmy kolory, a potem:
- A czemu tu jest żółty,a tu niebieski? a ten czelwony??
Panie z zainteresowaniem przysłuchiwały się naszej rozmowie,co jakiś czas chichotały. Na koniec córka pani spojrzała na swoją mamę:
- Właściwie to czemu tu, aż tyle tych kolorowych pasów??
Innym razem modliłam się z babcią Krysią:
-Aniele Boży(...) Babciu, a co to wednie, co to dusza, co to ciałamego?? itd...
Inne pytania:
- Co to jest pech??
- Co to jest duch??
- Co to jest bezpieczeństwo??
***
O pytaniuPewnego ranka leżałyśmy z mamą w łóżku, a ja się do niej przymilnie uśmiechałam. Zagadnęłam ją o żółwie, a później:
- Mamo taka...yyy... zła woda ...yyy- nie wiedziałam jak spytać więc trochę się zaciełam
-Zła woda?? nie mam pojęcia o co Ci chodzi - odpowiedziała zaciekawiona mama
- Yyy taka woda co kapie...yyyy
- Hmm....taka woda co płynie po policzkach??
- Tak - odpowiedziałam zadowolona
- To są łezki.
- Z czego są te łezki??
Byłam z rodzicami w urzędzie,a tam jest tyle ciekawych rzeczy. Tata stał w kolejce, a ja zadawałam mamie pytania. Naszej rozmowie przysłuchiwała się pani i jej dorosła córka.
- Co to??
- kolumna- odpowiada mama
- Po co??
(...)
- Co to??
- Okrągłe okno w dachu.
- Po co??
Po wielu kolejnych pytaniach zapytałam o podłogę. Leżały na niej pasy wykładziny, a każdy w innym kolorze. Najpierw odgadywałyśmy kolory, a potem:
- A czemu tu jest żółty,a tu niebieski? a ten czelwony??
Panie z zainteresowaniem przysłuchiwały się naszej rozmowie,co jakiś czas chichotały. Na koniec córka pani spojrzała na swoją mamę:
- Właściwie to czemu tu, aż tyle tych kolorowych pasów??
Innym razem modliłam się z babcią Krysią:
-Aniele Boży(...) Babciu, a co to wednie, co to dusza, co to ciałamego?? itd...
Inne pytania:
- Co to jest pech??
- Co to jest duch??
- Co to jest bezpieczeństwo??
środa, 9 lutego 2011
PLUCIE to moja nowa broń
Do tej pory w sytuacji "zagrożenia" mojego JA (gdy ktoś mi coś odbiera, "pożycza" gdy ja tego chcę używać, gdy coś jest nie po mojej myśli) wydawałam dźwięki stękającego płaczu, krzycząc "ja chcę", "to moje"itp... i tupałam nogami. Obraz nieciekawy, ale na pocieszenie dodam że to nie codziennie. Po prostu bywają gorsze dni (teraz było ich nieco więcej). Obecnie do moich gestów dodałam - plucie. Mama się tylko cieszy, że śliny nie używam. Gest gestem bardzo ją złości. Najczęściej tego typu zachowanie kieruję przeciwko mojej mamie, ostatnio Marysi. Czemu tak robię?? To proste i oczywiste gdy ktoś coś robi wbrew mnie to chcę komuś zrobić przykrość. Mama tłumaczyła i prosiła żeby tego nie robić, a nawet wprowadziła za to kary. Póki co to jest silniejsze ode mnie...
Dziwne pytania:
- Mamo kogo można zabić?? - brzmi strasznie, ale skoro mama zabija muchy, pająki i komary to drastyczność tego pytania nieco maleje.
- Mamo czy można lizać umywalkę w domu?? - tego nie umiem wytłumaczyć, ale zapytałam bo dobrze wiedzieć.
-Mamo czy to Ty?? - dziwności dodaje fakt, że patrze na mamę i ją poznaję.
Dziwne pytania:
- Mamo kogo można zabić?? - brzmi strasznie, ale skoro mama zabija muchy, pająki i komary to drastyczność tego pytania nieco maleje.
- Mamo czy można lizać umywalkę w domu?? - tego nie umiem wytłumaczyć, ale zapytałam bo dobrze wiedzieć.
-Mamo czy to Ty?? - dziwności dodaje fakt, że patrze na mamę i ją poznaję.
niedziela, 30 stycznia 2011
Drużyna dziewczyn i chłopaka - to MY
W dalszym ciągu trudno mi znaleźć chwilkę żeby coś napisać. Tyle rzeczy się dzieje. Chodzimy z Marychną i jej mamą na kule, albo one nas odwiedzają. Wczoraj dla odmiany byłyśmy w Cyrku Malucha, na dniach otwartych. Mama mówi, że to takie coś jak przedszkole,a Marychna się upiera, że to KULE (choć się okazało, że poza dużymi piłkami kul tam nie ma). Mi się bardzo podobało i po ponad 2 godzinach zabawy wcale nie chciałam wychodzić. W piątek mama obchodziła swoje urodziny i od rana do nocy mieliśmy gości. Lubię jak mnie odwiedzają dzieciaki (Miki, Malwik i Marychna) chociaż czasami się już złoszczę, że muszę czekać na swoją kolej żeby pobawić się swoimi zabawkami. Po dniu pełnym emocji szybko zasnęłam w swoim łóżeczku. Poza tym tatuniek zabiera mnie na długie spacery do lasu. Mamę zostawiamy w domu bo strasznie kaszle i nie chcemy żeby się bardziej pochorowała. Dziś widziałam dzięcioła i ślady sarenki i zajączka na śniegu. Mieliśmy o czym opowiadać po powrocie do domku.
"Do widzenia panie dzięciołu"
***
Często pomagam tacie przy robieniu śniadania, uwielbiam przystrajać kanapki. Na ogół z tatuniem się dogadujemy, ale on czasami mi nie pozwala czegoś dotykać. Jak ja się czasem uprę to za wszelką cenę dążę do swojego małego celu:
- Prosiłem żebyś tego nie dotykała - zwrócił się tata do mnie
Po chwili:
- Maja jeszcze raz to dotkniesz i będziesz musiała sobie iść. - tata prosił i ostrzegał i w końcu kazał mi wyjść z kuchni. Udałam się do mamy:
- Mamo zdenelwowałam twojego mąza.
Zrobiło mi się przykro i popłynęły ogromne łzy. Mama na szczęście zna receptę na poprawę humoru: kazała przeprosić i słuchać taty. Udało nam się razem skończyć śniadanie.
Innym razem była bardzo podobna sytuacja, tata mnie znowu wyprosił z kuchni, a ja poszłam pożalić się mamie:
- Mamo znowu zdenelwowałam twojego mąza i twój mąz chciał mi zrobić krzywde. - wyrzuciłam z siebie
- Jaką krzywdę?? - zapytała zupełnie poważnie mama
- NOLMALNĄ - odpowiedziałam prawie się śmiejąc.
***
Jechaliśmy z tatuniem do lasu. Gdy nie jedzie z nami mama wtedy mój fotelik wędruje do przodu, ku mojemu zadowoleniu. Z przodu lepiej widać i łatwiej się rozmawia. Chcieliśmy skręcić w lewo i musieliśmy przepuścić dużo samochodów. Najpierw jechały z jednej strony, a potem z drugiej i znowu... Tatus zaczął się denerwować:
- No jedźże!!
- Nie denelwuj się. Musisz się uspokoić i poczekać...
Udało nam się pokonać to skrzyżowanie i dalej poszło jak z płatka. Rozmawiałam o zielonych i czerwonych światłach, przypominając tacie na którym można jechać. Gdy przejeżdżaliśmy obok wielkiego sklepu tata powiedział:
- Zobacz ile aut. Pewnie w sklepie jest dużo ludzi...
Spojrzałam na niego zupełnie zdezorientowana:
- Do kogo gadasz??
Wtedy to tatuń zgłupiał ;).
piątek, 21 stycznia 2011
Dzień Babci i Dziadka (już jutro)
Co za wstyd dziś Dzień Babci (a jutro dziadka), a ja nic specjalnego nie przygotowałam. Od dwóch dni wracam późno do domu i ciągle coś się dzieje (bo tak to już jest gdy tatuniek w domu). W wielkim pośpiechu siadam i piszę, żeby jeszcze dziś moje dziadki i pradziadki mogły przeczytać (bo przez telefon nie lubię gadać) :
Dużo zdrowia, uśmiechu i cierpliwości (której macie i tak więcej niż moja mama) do moich psot i humorków. Z chęcią każdemu z WAS wręczyłabym kwiaty, ale za daleko do Krakowa i Stalowej.
Czasami z babcią Anią jeżdżę do WAS wszystkich kanapowym pociągiem. Mama się śmieje, że gdyby kolej tak szybko jeździła to byśmy WAS częściej odwiedzały. Podróż do Stalowej czy Krakowa trwa nie całą minutę, a herbatka u WAS to czysta przyjemność ;). Przesyłam buziaki i obiecuję napisać coś więcej w najbliższych dniach!!
środa, 12 stycznia 2011
Trochę zimy i trochę lata
Za oknem szaro i brzydko. Śnieg stopniał i w rezultacie mamy trochę zimy i lata, chociaż mama twierdzi że prędzej wiosny (ale ja i tak wiem swoje). Do tego mama wszędzie widzi kupy i śmieci. Przy tej smutnej otoczce za oknem nie bardzo mam ochotę na spacery, a nawet na pisanie tutaj. Do tego tatuniek siedzi w pracy, a jak go nie ma to na ogół robimy to samo: malujemy, rysujemy, czytamy, bawimy się, zakupy robimy i czasami spacerujemy. Największą atrakcją jest podróż z Marynią i jej mamą ( no i moją mamą) tramwajem na kulki. Tam mogę się wyszaleć ile tylko chcę. W tamtym tygodniu wybrałyśmy się również zobaczyć szopkę i choinki na Jasną Górę. Biegałyśmy od zagrody do zagrody i od szopki do szopki (z Marysią, a nasze mamy za nami). W sumie to chyba z 6 razy widziałyśmy wszystkie zwierzaki (osiołka, koniki, sarenkę, króliki, gołąbki, owieczki, kózki, kury i koguta i jakiegoś dziwnego ptaka, który nie wiem czym był). Były też takie sztuczne zwierzaki: słoniki, koniki, krówki itp... Bardzo mi się podobało na tym długim spacerze. Wczoraj babcia Ania zabrała mnie i mamę na przedstawienie przedszkolaków gdzie występował mój kuzyn Mikołaj. Gdy weszłyśmy na salę to się przestraszyłam i płakałam. Przeszło mi gdy w kolejce do kibelka stałam z dziećmi przebranymi za misie i aniołki. Przedstawienie było bardzo udane i wszyscy dużo się śmiali (a ja razem z nimi chociaż czasami nie wiedziałam czemu i pytałam mamę "czemu się śmiejesz??"). Gdy występowała najmłodsza grupa dzieci (ok 3 lat)to mama, aż płakała (ze śmiechu). Po wszystkim wujek Marcin wziął mnie na scenę i biegałam tam razem z innymi dziećmi. Byłam zachwycona, a dziś rano po przebudzeniu oznajmiłam, że chcę iść jeszcze raz na przedstawienie i już nie będę płakać.
Załączam kilka zdjęć (kliknąć tutaj) min. ze spaceru w Olsztynie (był jeszcze śnieg) gdzie byłam z babcią Anią, dziadkiem Markiem i mamą.
Aha i jest jeszcze stary filmik ( z komórki) z 23 listopada 2009 (czyli miałam rok i nie całe 5 miesięcy) - wtedy pierwszy raz powiedziałam MAJA :).
Załączam kilka zdjęć (kliknąć tutaj) min. ze spaceru w Olsztynie (był jeszcze śnieg) gdzie byłam z babcią Anią, dziadkiem Markiem i mamą.
Aha i jest jeszcze stary filmik ( z komórki) z 23 listopada 2009 (czyli miałam rok i nie całe 5 miesięcy) - wtedy pierwszy raz powiedziałam MAJA :).
Subskrybuj:
Posty (Atom)