sobota, 16 stycznia 2010



Święta ostatecznie odchodzą w niepamięć. Pożegnaliśmy już naszą piękną choinkę, która do końca cieszyła się gęstymi, zielonymi igiełkami. W Stanach (z relacji mailowej od cioci Ani) już dawno górują czerwone, walentynkowe serduszka. A jak jest u nas?? Wiem tylko, że niedługo będzie dzień babci i dziadka. W tym roku laurek jeszcze nie będzie...
Ostatnio się troszkę pochorowałam. Nastraszyłam rodziców wysoką temperaturą i soczystym pawikiem (w kuchni). Czego się nie robi, żeby zatrzymać rodziców w domu (a chcieli się wyrwać na narty, na cały dzień). Musiałam się poświęcić i cały tydzień siedzimy w domu...

Ulubione dialogi:
- Maja zrobiłaś kupkę?? - pyta mama
- Niee
- A gdzie jest kupka?? - pyta z nieufnością mama
- Tuu - odpowiadam wskazując na pieluchę, więc mama sprawdza
- Majeczko, a pamiętasz jak miałaś wołać jak chce Ci się kupkę??
- Mamo, mamo!!!
Mama zabiera się za zmianę pieluchy i padają kolejne pytania (by uniknąć się wiercenia Majki)
- Kto zrobił kupkę do pieluszki??
- Tatuń - (te osoby często się zmieniają, ale w ścisłej czołówce załatwiających się do pieluch Majki jest mama i tata).

Ja bardzo lubię skakać po łóżkach (zwłaszcza u babci Dzidzi). Kiedyś skakałam po naszym "wypoczynku" w "dużym" pokoju :
- Maja usiądź na pupie bo zaraz spadniesz - powiedział zdenerwowany tatuń
- Hopsa hopsa - krzyczę bo znam tę gadkę na pamięć. Tatuń podchodzi do mnie i przytrzymuje
- Majeczko, nie skacz bo spadniesz i wiesz co będzie??
- BAM!! - przecież nie urodziłam się wczoraj

Ja generalnie nie lubię spać popołudniu. Ostatnio mama poddała się i przestała mnie usypiać. Tylko, że około godziny 12 jestem już zmęczona, a gdy mama pyta (niezależnie od pory):
- Maja idziemy spać??
Ja odpowiadam:
- NIE
Parę dni temu po 12 zaczęłam strasznie marudzić. Rodzice mieli inne sprawy na głowie, więc w końcu mama zdenerwowana powiedziała:
- Mam już dość tego marudzenia, kładź się spać...
Ponieważ stałam na łóżku to położyłam głowę na poduszkach, a mama od niechcenia rzuciła:
- zamknij oczka - gdy minutkę później okazało się że śpię, to była bardzo zdziwiona.
(dzień później też się udało "ekspresowe" usypianie).

Rodzice kupili pewną misię (to jest żeńska odmiana misiów) Zuzię (z fundacji TVN). Misia od razu przypadła mi do gustu. Gdy mama kiedyś mnie spytała, jak się misia nazywa, odpowiedziałam:
- Wojdal - teraz już coraz lepiej i częściej wychodzi WOJTAL
Zresztą mój konik też jest Wojtal...

Mama postanowiła obciąć mi włoski. Miała dużą tremę, ale przecież włosy odrastają. Tatuń mnie zagadywał, bo rodzice się bali że się przestraszę nożyczek i nic z tego nie wyjdzie. Gorzej by było, gdyby połowa była obcięta, a połowa nie. Po kąpieli posadzili mnie na krzesełku. Mama obcięte włoski kładła na stole, nagle na nie spojrzałam, a tatuń nieśmiało spytał:
- Co to??
- włosy - odpowiedziałam i wróciliśmy do wcześniejszej rozmowy.
Cóż fryzura może nie jest profesjonalna, ale i tak lepiej wyglądam niż ciocia Karinka, której mama zrobiła kiedyś grzywkę (miała jakieś 0,5 cm długości; fryzjerstwo ćwiczyła bez większych sukcesów również na sobie)...

Tajemnicze słówko:
- "okulika" - okulary (zaczęłam używać tego określenia odkąd mam książeczkę o panu Hilarym)

sobota, 9 stycznia 2010



Jeszcze przedwczoraj szalałam na saneczkach w Olsztynie, a dziś?
Dziś pogoda nas zaskoczyła (tak jak zwykle zaskakuje drogowców). Miał padać śnieg, a w rzeczywistości padał deszczyk, który odrazu zamarzał. Nasze autko zamieniło się w wielki sopelek. Zanim wyruszyliśmy w drogę rodzice kuli lód na szybach.
W Olsztynie było bardzo fajnie. Był kotek, który zrobił "kupe" - "fuuj kotek", "góry" okazały się skałami, a śnieg był całkiem smaczny. Wcześniej przewracałam się na plecki i próbowałam robić orzełka. "Mamusia" mnie ciągle pytała "pomóc Ci wstać??" ja jej mówiłam "noooo", a później znowu przewracałam się na plecki. Tym razem kładłam się na brzuszek i zatapiałam buzię w śniegu. Rodzice chcieli mi pokazać ruchomą szopkę, ale była zamknięta (Bo w Olsztynie jest taka specjalna ruchoma szopka http://www.olsztyn.ug.gov.pl/szopka.php).

Moje ulubione zwroty : "nie da sie" ; "Mamusia patrz bańki"; "Mamusia (Tatuń, Maja) tańcz"; "pompuj, pompuj" (gdy chcę posłuchać szant); "włącz choinka"; "kupa beńdzie"; poza tym śpiewam "Zuzię", "Ogórka", "Hopsasa" - "My jesteśmy krasnoludki" i jeszcze kilka innych.

PS. Ciociu Karinko!! Rowerek jest od gwiazdki, stał pod choineczką u babci "Ysi". Jest cudowny i ma tyle zabawnych i głośnych melodyjek. Nie mogę się doczekać jak będzie u mnie w domku (bo się do auta nie zmieścił)

poniedziałek, 4 stycznia 2010

नोवी 2010 ROK



Święta szybko się skończyły i tylko waga o nich przypomina. Drugiego dnia Świąt ja i moi rodzice wyruszyliśmy w podróż. Pojechaliśmy do Stalowej Woli, Rudnika i Krakowa. Odwiedzaliśmy rodzinkę i znajomych. To był tydzień pełen wrażeń. Dostałam nowe prezenty (mama postanowiła wprowadzić limity w prezentowanych zabawkach, bo nasz domek przestaje je mieścić) i mogłam się bawić z ciociami, wujkami, babciami, kuzynami, kolegami i koleżankami. Nareszcie poznałam małą Antosię, siostrzyczkę Gucia. Tosia ma 2 miesiące. Jest taka malutka, ale za to umie bardzo głośno płakać. Gdy Święta dobiegły końca, w Stalowej Woli spadł śnieg. U babci za oknem oglądałam sikorki i turkawki, które zjadały słoninkę i słonecznik (mogłam na nie patrzeć godzinami, ale brakowało mi czasami towarzystwa). Do Krakowa zima dotarła dopiero w środę. Udaliśmy się na oglądnie szopek. Wycieczka odbyła się komunikacją miejską. Niestety w większości kościołów drzwi były zamknięte i było nam przykro. Ogromne wrażenie zrobiła na mnie szopka u Bernardynów koło Wawelu. Jechałam do niej tramwajem (to też było przeżycie, biłam mu brawo na przystanku). Nowy rok przywitałam na śpiocha w towarzystwie babci Krysi. Rodzice w tym czasie gdzieś imprezowali... Ostatnio moją rozrywką są sankowe spacery. Bardzo lubię śnieg i śniegowe kulki. Chciałabym jeszcze ulepić dużego bałwana, bo te co robi mama są strasznie malutkie. Dziś zjeżdżałam z górki w parku pod Jasną Górą, było "fajnie". Szkoda tylko, że jak jest śnieg to jest tak zimno i trzeba szybko wracać do domku.

piątek, 25 grudnia 2009

Wigilia




Wrócił tatuń i przywiózł Święta. Tatuń wrócił w środę w nocy (właściwie to już był czwartek). Gdy mama przyniosła mnie w nocy do pokoju rodziców przebudziłam się na chwilkę. Powiedziałam "Kto to? TATUŃ, cześć tatuń" i zasnęłam. Rano się popisywałam przed nimi nowymi słówkami, a ON robił coraz to większe oczy. Wiedział, że znam nowe zwroty, bo rozmawiamy często przez telefon. Kiedyś opowiadałam mu o tym, jak byłam z dziadkiem i babcią na sankach:
- Byłaś Maja na saneczkach? - spytał tatuń
- Taaak.
- A kto ciągnął saneczki?
- Dziadek.
- A kto siedział na saneczkach? - spytał tatuń, mając na myśli babcię i Maję
- Królik - bo też z nami był.
- I kto jeszcze??
- Smok - bo też siedział na saneczkach...

Wracając do czwartku. Był to dzień pełen wrażeń. Rano na śniadanie zjedliśmy rybkę. Posmakował mi wędzony łosoś. Miał dość mocny, wyrazisty zapach. Najpierw wysmarowałam sobie nim rączkę, a później wtarłam we włoski. Mama nie była zadowolona. Po śniadaniu tatuń znikł. Szybko wrócił i przywiózł "choinke" (ja już od dawna czekałam na nią, bo mam taka piękną książeczkę o choince, którą codziennie oglądam). Troszkę byłam zaskoczona, gdy choinka mnie pokłuła, dlatego nazwałam ją "kujka". Mama wyciągnęła pudło z ozdobami. Z łańcucha zrobiłam sobie "kolale" i wyciągnęłam wszystkie dzwoneczki. Rodzice przystroili nasze drzewko i teraz mamy najpiękniejszą choinkę na świecie. Popołudniu pojechaliśmy do babci Ani, Dzidzi i dziadka Marka na wigilie. Była jeszcze ciocia Ania, ciocia Kasia, wujo Marcin, Mikołaj i Malwinka. Wszyscy jedli i jedli. Mi posmakowały śledziki i ziemniaczki. Opłatek przyklejał mi się do podniebienia, więc nie chciałam składać sobie życzeń. Po kolacji były prezenty. Mikołaj czytał i rozdawał wszystkim paczki. Najfajniejsze było potem. Wygłupialiśmy się z Mikim... ale się wtedy wyśmiałam! Tylko Malwiniak nie mogła się z nami bawić. Jest troszkę za mała, a do tego ma straszny katarek...
Gdy wróciliśmy do domku szybko zasnęłam w swoim łóżeczku po dniu pełnym wrażeń...

Dziękujemy babci Ani, która przygotowała pyszną wigilię mimo choróbska, jakie jej się przyplątało.

wtorek, 22 grudnia 2009

Wesołych Świąt



Na prośbę mamy (która pragnie uniknąć stukania smsów)w dzisiejszym poście pragnę złożyć wszystkim naszym bliskim Bożonarodzeniowe życzenia :

Zdrowych, wesołych, rodzinnych, białych (ale niezbyt mroźnych) Świąt Bożego Narodzenia
(Żeby wasze brzuchy napełniały się z rozsądkiem i później nie cierpiały )
Oraz Szczęśliwego Nowego Roku życzą
Trzy Kubersy

środa, 16 grudnia 2009

ZIMA ZIMA


(klikając na zdjęcie powinno być nagranie)

W końcu zaczęła się zima. Od wczoraj oglądam sobie padający śnieg za oknem. Nawet byłyśmy na spacerku to mogłam go oglądać i dotykać. Chciałam zrobić "orła" jak LALA(żółty teletubiś), ale okazało się że śniegu jest za mało. Dziś zrobiło się zimno (-4), a biały puch ciągle pada. Może uda nam się w najbliższym czasie wypróbować sanki od Św. Mikołaja :). Nie mogę się doczekać jak będziemy robić "kule" i "badana" (chodzi o bałwana). Co do Świąt, to czekamy. Tym bardziej że tatuń ma je przywieźć. Jeszcze za nim nie tęsknie, ale ciągle mi się śni. Próbuję z nim rozmawiać przez telefon, ale czasami nie wiem co mam mu powiedzieć. Z mamą się świetnie bawimy. Czytamy i oglądamy książeczki, budujemy "dom", mama buduje z klocków a ja wszystko burzę (trochę się na mnie gniewa), oglądamy teletubisie, słuchamy piosenek itd... Ja znam coraz więcej słów, a rozumiem więcej niż mama myśli. Ostatnio mama nakładała mi przemakające pieluszki. Kazała mi wołać jak będzie mi się chciało siku. Na początku mi to nie wychodziło. Jak mamie mówiłam to już było za późno, albo była już gdzieś kałuża. Później to mama nie zdążała... Wczoraj przed kąpielą przybiegłam szybko do mamy i wołam "Maja siku, siku". Mama się pyta "gdzie to siku??", zamiast biec po nocnik. Skończyło się nową plamą na dywanie. Babcia i ciocia się śmieją, że wdałam się w mamę.

poniedziałek, 7 grudnia 2009



Ostatnie dni mijały w oczekiwaniu na świętego Mikołaja. Mama mi opowiadała, że ma długą białą brodę i czerwone ubranko. Przecież Miki (mój kuzyn) ma dopiero 5 lat to nie ma żadnej brody. Trochę to wszystko dla mnie skomplikowane. W niedziele rano za to okazało się, że ten święty był, ale ja go nie widziałam. Dostałam dużo prezentów (książeczki, płyty z piosenkami, saneczki, sukieneczkę, bębno- tamburyn, lalę i teletubisia :LALA). Podobało mi się, chociaż byłam trochę rozczarowana bo
"Zuzi nie ma, hopsasa nie ma, Tinky nie ma, Dipsy nie ma, Po nie ma...".
Teraz czekamy na śnieg i Święta...