poniedziałek, 25 maja 2015

Tata w pracy, a my imprezujemy

Im jestem starsza, tym trudniej mi wychodzą pożegnania z tatą, gdy wyjeżdża do pracy. Coraz bardziej tęsknie, a przecież powinnam być już przyzwyczajona, bo przecież  tak jest od zawsze. Teraz tata miał długą przerwę i chyba się przyzwyczaiłyśmy że codziennie jest z nami. Mama nas pociesza, że te dwa tygodnie szybciutko zlecą. Miała trochę racji, bo już pierwsze 7 dni za nami (chociaż codziennie pytamy o Jego powrót i wyrażamy tęsknotę za nim). Ten tydzień był pełen atrakcji, a nawet jeszcze więcej niż pisałam. Na środę czekałyśmy z wytęsknieniem. Miała się odbyć impreza urodzinowa, kolegi Leny z grupy. Ja też byłam zaproszona, bo z Dawidem doskonale się znamy z przedszkola i nie tylko (jestem jego ulubioną koleżanką). Mama w głowie układała plan jak to po moim balecie pobiegniemy na przystanek i tramwajem pojedziemy na urodziny (byleby nie padało). Plan jak to zwykle bywa trzeba było zmienić, gdy mama przyszła po nas do przedszkola, usłyszała:
-  Lenka jakaś niewyraźna, mówi że jej zimno....
- No, nie... znowu? - załamała ręce mama
Musiały na mnie poczekać więc udały się na huśtawki. 
Mama bujała Lenkę, aż wybujała z niej ból brzucha i głowy. Wiecie co mam na myśli?? Czasami się mówi , że ktoś "puścił pawika". Plan mama zaczęła modyfikować, ale na tą zmianę ja zalewałam się łzami. Mama wykonała kilka telefonów. Na balet zabrali mnie sąsiedzi, do Lenki później przyszedł dziadek (a mama ze mną pojechała na imprezę), a później zmieniła go babcia. Niby Lenie było już lepiej, ale dostała lekkiej gorączki więc musiała zostać w domu. Impreza była świetna. Zaproszono całą grupę dzieci (kilkoro się wyłamało), a oprócz urodzin Dawida w bawialni odbywały się jeszcze dwie inne imprezy. Było baaardzo głośno, ale bardzo fajnie. Muszę, nie mogę się powstrzymać, żeby dodać, Dawid na koniec imprezy również "puścił ...". Ja wsiadając do tramwaju oświadczyłam mamie, że jest mi niedobrze... Zakończę na tym, że ja nie dołączyłam do grona ornitologów.
W piątek miał odbyć się piknik rodzinny z okazji dnia mamy i taty. Mama się martwiła czy Lena wyzdrowieje- bo fajnie by było pójść i przecież ja bym była niepocieszona gdyby nawet mama  (bo tata w pracy) nie przyszła. Lena wyzdrowiała, ale mama dalej się martwiła (chyba tak lubi) czy pogoda dopisze. W piątek od rana nad Częstochową krążyły czarne chmury, ale ani kropelka z nich nie spadła. Piknik się udał. Były, krótkie występy dla rodziców. Później pan w śmiesznym ubraniu prowadził zabawy i puszczał muzykę, można było pomalować buźkę, poskakać na małym dmuchanym zamku, dostać balonikowego zwierzaczka. Przyjechała także straż pożarna i można było posiedzieć w tym wielkim czerwonym wozie. Dla lubiących hałas zajechały dwa motocykle z Włókniarza- narobiły hałasu i kurzu dla
Maja cały tata
najmłodszych fanów żużla. Dla fanów piłki nożnej (których było mało) swoje umiejętności pokazywali najmłodsi gracze Rakowa. Kto był głodny mógł się najeść do syta (żurek, kiełbaska, cista, ciasteczka...). Było fajnie, ale symbolicznie podniosłyśmy mamie ciśnienie. Opiszę jedną z trzech sytuacji. Mama zjadła kiełbaskę i wyrzuciła papierową tackę do kosza, gdy wróciła do stolika Lena była zalana łzami:
- Co się stało Lenko?- spytała zaniepokojona mama, ale to spokojne pytanie wprowadziło Lenę w histeryczną rozpacz.
- Wyrzuciłaś mi... aaaaaaa
- Lena uspokój się, co Ci wyrzuciłam?
- Aaaaa.......nie lubię Cię, głupia jesteś.... aaaaaa
- Lenka co Ci wyrzuciłam? - jeszcze ze spokojem pytała mama (chociaż po mojej wcześniejszej awanturze marzyła o tym żeby zniknąć z tego piknika).
- Aaaaaaaaaa nie będę tego jadła.......- Lena ostentacyjnie odłożyła bułkę - aaaaaaałaaaaaaaaaałaaa!!!!
- Lena!!!! Ja wyrzuciłam talerzyk po kiełbasce- mama myślała, że może Lenka chciała resztę ketchupu
- Łaaaaaaaaaaa wyrzuciłaś mojego misia!!!
- Lena, ale ty misia masz pod pachą!!- Lena spojrzała pod pachę gdzie wystawała głowa żyrafy
- O faktycznie jest hahaha....
I po co te nerwy mamy? Skoro te awantury i tak się rozchodzą i znikają jak gdyby nigdy nic. Także w piątek wyszłyśmy z domu o 8 rano, a gdy po 18 wracałyśmy Lena spytała:
"Mamo, a pójdziemy na plac zabaw?".
W sobotę byłam zaproszona na imieniny koleżanki gdzie również miałam okazję się wyszaleć... Tydzień szybko zleciał, tak jak obiecała mama. 
PS. Występy prawie się udały... Lenka dostała w oko od Dawida (ale przypadkiem) i dzielnie walczyła z tym żeby nie uciec ze sceny do mamy...

2 komentarze:

  1. A cóż ta Lenka taka BeksaLala?!

    OdpowiedzUsuń
  2. Byłeś, widziałeś jak to wygląda... nie zapeszając ma teraz lepsze dni...

    OdpowiedzUsuń