- Lenka jakaś niewyraźna, mówi że jej zimno....
- No, nie... znowu? - załamała ręce mama
Musiały na mnie poczekać więc udały się na huśtawki.
Mama bujała Lenkę, aż wybujała z niej ból brzucha i głowy. Wiecie co mam na myśli?? Czasami się mówi , że ktoś "puścił pawika". Plan mama zaczęła modyfikować, ale na tą zmianę ja zalewałam się łzami. Mama wykonała kilka telefonów. Na balet zabrali mnie sąsiedzi, do Lenki później przyszedł dziadek (a mama ze mną pojechała na imprezę), a później zmieniła go babcia. Niby Lenie było już lepiej, ale dostała lekkiej gorączki więc musiała zostać w domu. Impreza była świetna. Zaproszono całą grupę dzieci (kilkoro się wyłamało), a oprócz urodzin Dawida w bawialni odbywały się jeszcze dwie inne imprezy. Było baaardzo głośno, ale bardzo fajnie. Muszę, nie mogę się powstrzymać, żeby dodać, Dawid na koniec imprezy również "puścił ...". Ja wsiadając do tramwaju oświadczyłam mamie, że jest mi niedobrze... Zakończę na tym, że ja nie dołączyłam do grona ornitologów.
W piątek miał odbyć się piknik rodzinny z okazji dnia mamy i taty. Mama się martwiła czy Lena wyzdrowieje- bo fajnie by było pójść i przecież ja bym była niepocieszona gdyby nawet mama (bo tata w pracy) nie przyszła. Lena wyzdrowiała, ale mama dalej się martwiła (chyba tak lubi) czy pogoda dopisze. W piątek od rana nad Częstochową krążyły czarne chmury, ale ani kropelka z nich nie spadła. Piknik się udał. Były, krótkie występy dla rodziców. Później pan w śmiesznym ubraniu prowadził zabawy i puszczał muzykę, można było pomalować buźkę, poskakać na małym
dmuchanym zamku, dostać balonikowego zwierzaczka. Przyjechała także straż pożarna i można było posiedzieć w tym wielkim czerwonym wozie. Dla lubiących hałas zajechały dwa motocykle z Włókniarza- narobiły hałasu i kurzu dla ![]() |
| Maja cały tata |
- Co się stało Lenko?- spytała zaniepokojona mama, ale to spokojne pytanie wprowadziło Lenę w histeryczną rozpacz.
- Wyrzuciłaś mi... aaaaaaa
- Lena uspokój się, co Ci wyrzuciłam?
- Aaaaa.......nie lubię Cię, głupia jesteś.... aaaaaa
- Lenka co Ci wyrzuciłam? - jeszcze ze spokojem pytała mama (chociaż po mojej wcześniejszej awanturze marzyła o tym żeby zniknąć z tego piknika).
- Aaaaaaaaaa nie będę tego jadła.......- Lena ostentacyjnie odłożyła bułkę - aaaaaaałaaaaaaaaaałaaa!!!!
- Lena!!!! Ja wyrzuciłam talerzyk po kiełbasce- mama myślała, że może Lenka chciała resztę ketchupu
- Łaaaaaaaaaaa wyrzuciłaś mojego misia!!!
- Lena, ale ty misia masz pod pachą!!- Lena spojrzała pod pachę gdzie wystawała głowa żyrafy
- O faktycznie jest hahaha....
I po co te nerwy mamy? Skoro te awantury i tak się rozchodzą i znikają jak gdyby nigdy nic. Także w piątek wyszłyśmy z domu o 8 rano, a gdy po 18 wracałyśmy Lena spytała:
"Mamo, a pójdziemy na plac zabaw?".
W sobotę byłam zaproszona na imieniny koleżanki gdzie również miałam okazję się wyszaleć... Tydzień szybko zleciał, tak jak obiecała mama.
PS. Występy prawie się udały... Lenka dostała w oko od Dawida (ale przypadkiem) i dzielnie walczyła z tym żeby nie uciec ze sceny do mamy...


A cóż ta Lenka taka BeksaLala?!
OdpowiedzUsuńByłeś, widziałeś jak to wygląda... nie zapeszając ma teraz lepsze dni...
OdpowiedzUsuń