piątek, 17 kwietnia 2009

(Więcej zdjęć po kliknięciu na fotę)

Dziś rodzice wpadli na szatański pomysł. Postanowili zorganizować krótką wyprawę w Sokole Góry. Plan był niezły, ekwipunek przygotowany tylko nie wiadomo było co z tą pogodą. Niby ciepło, trochę wietrznie (więc raz słonko, raz chmurki). "Raz kozie śmierć..." i ruszyliśmy. Zaczęło się miło i przyjemnie, nosidełko pomikołajowe bardzo mi odpowiada (do tego ten las i nowe zapachy). Weszliśmy na górę "GIEWONT Częstochowski", a tam wiało jak w kieleckiem więc nie mogliśmy się nacieszyć naturą. Parę fotek i w drogę... Ja się trochę bałam tego wiatru, aż mi buzię wykrzywiało i oczka wywijało do środeczka ;). "No to uciekamy..." zarządziła mama. Po paru krokach okazało się że zaczyna kropić. Ja to już się bałam przeokropnie jak leciały łezki z nieba. Mama starała się mnie osłonić kocykiem, ale ja musiałam wszystko widzieć. Zapadła kolejna decyzja, tata biegnie do auta, a ja z mamą dreptamy ile mama ma sił. Gdy doszłyśmy do drogi wiatr na chwilkę ustał, a i deszczyk gdzieś zapomniał że chciał padać. Kierowcy dziwnie patrzyli mijając nas, a Ja już miałam całkiem niezły humorek. Mama miała coraz dłuższe ręce, niemal do samej ziemi, ale dzielnie mnie nadal niosła. Nadjechał tatuś i wszystko dobrze się skończyło... To była moja pierwsza przygoda z DESZCZEM ;).

1 komentarz:

  1. To musiała być piękna wycieczka i chyba pierwsza wysokogórska! Czyli "Częstochowski Giewont" był pierwszą zdobytą przez Maję górą! Gratuluję!!! ;-)

    OdpowiedzUsuń