poniedziałek, 27 kwietnia 2009

WAKACJE


(kliknij by oglądnąć nasze fotki)
Właśnie wróciliśmy z moich pierwszych wakacji (mimo, że to dopiero kwiecień). Podróż była daleka, a rodzice postarali się żeby nie brakowało mi atrakcji. Ja starałam się być grzeczna, ale gdy w grę wchodził wózek to czasami wyrażałam swoją opinię o nim dość dosadnie (tylko czemu rodzice nie chcą mnie zrozumieć??). Pierwszym punktem naszej wyprawy był Toruń. Spacerowaliśmy po starówce, nad Wisłą, byliśmy także w ZOO i skansenie. Wybraliśmy się też na wycieczkę do Ciechocinka, gdzie oglądaliśmy tężnie. Najbardziej jednak podobało mi się w hotelu, ponieważ mogłam się podciągać i stawać sama koło łóżek (i nie zahaczałam o nic głową, jak w domku). W sumie i w zoo było fajnie, bo zwierzątka wydają śmieszne dźwięki (mogłam pogadać z papugami i kozami), a surykatki są takie zabawne. Skansen, cóż skansen...??? Stare domki i stodoły, ale narzekać nie mogę, bo wspinaczka po drabinie i chowanie się za muchomorkiem było niezłe. W Ciechocinku było fajnie, bo była trawa, a ja zdecydowanie lubię wyrywać trawkę. Kolejnym etapem wakacji była wizyta u cioci Ani i wujka Grześka w Gdańsku. Tam to było dopiero super, tyle ciekawych rzeczy (szkoda tylko, że ciągle było "zostaw", "nie ruszaj", zwłaszcza gdy chciałam pobawić się rowerami). Byliśmy na plaży gdzie tata zbudował mi zamek. Do tego miejsca mam jedno zastrzeżenie i chodzi mi o piasek. Raczkowanie po nim wydaje mi się niemożliwe :(. Bo nie lubię jak moje rączki się zapadają... Kolejne miejsca jakie odwiedziłam to MOLO w Sopocie - tam to można spacerować na czworaka (tylko czy mama dopierze moje ubranko to już nie wnikam). Trochę wiało do oczek, ale taki wietrzyk mi już nie straszny. Później pojechaliśmy z ciocią i wujkiem do ZOO. To dopiero było ZOO. Chodziliśmy i chodziliśmy i końca nie było widać. Były słonie, żyrafy, małpki, pingwiny, zebry, wielbłądy i dużo, dużo innych zwierzątek. Bardzo byłam zmęczona po tej wyprawie, w samochodzie zasnęłam zanim wyjechaliśmy z parkingu. Okazało się, że taki spacer może wykończyć również dorosłych ;). Ostatniego dnia, w niedzielę pojechaliśmy do Szymbarku. Tam jest taki "SKANSEN" gdzie jest dom, który stoi na dachu, najdłuższa deska na świecie i coś co wg mamy i taty nie pasuje do całości. Jest tam dom SYBIRAKA, pociąg którym byli wywożeni ludzie, w sumie taki kącik pamięci. I nijak nie pasuje do tych dość zabawnych elementów. Ponieważ pojechaliśmy tam w niedziele i do tego była piękna pogoda, to było dość tłoczno. Rodzice postanowili, że wezmą mnie tym razem w nosidle i to był strzał w dziesiątkę. Później pojechaliśmy do Żukowa. Tam odbywał się bieg przełajowy, w którym startowali wujek i ciocia. Zapomniałam dodać, że oni są dość zakręceni. Zwłaszcza wujek, który zimą kąpie się w morzu i w przeręblu na jeziorze. Po kibicowaniu pojechaliśmy pożegnać się z morzem, a wieczorem wyruszyliśmy w drogę powrotną do domu. Ja prawie cały czas spałam. Nasze kwietniowe wakacje dobiegły końca...

1 komentarz:

  1. hmm.... ale ciekawa Majeczko historia. Ja tylko dodam, że wujek i ciocia to już za Tobą bardzo tęsknią i czekają na ponowne odwiedzinki z rodzicami oczywiście :)

    OdpowiedzUsuń