WIELKANOC
Święta, święta i parę kilo przybyło. Na szczęście nie mi ale moim rodzicom i całej objadającej się reszcie. Jak by się tak zastanowić to najwięcej czasu spędziliśmy przy stole. Niestety pogoda w Stalowej Woli nam nie dopisała. Sobota przywitała nas pięknym słonkiem, ale i wiaterkiem, dając nadzieję na ładne Święta. Rano poświęciliśmy koszyczek na Jasnej Górze i wyruszyliśmy do Stalówki. Rodzice jeszcze w sobotę pojechali do Radomyśla nad Sanem na tzw. Turki (o nich będzie niżej). Bardzo im się podobało, na szczęście mnie nie wzięli bo ja bym na pewno tak długo nie wytrzymała na polku (tym bardziej że było zimno i głośno). W niedziele śniadanko, obiadek, deserek i w między czasie przekąski. Ja w tym procederze mało uczestniczyłam, ale wszyscy chętnie sięgali po różne smakołyki. Czasami coś mi się dostało, ale jak dla mnie to za mało :/. W poniedziałek popołudniu wyruszyliśmy do Rudnika i tam mimo nieciekawej pogody trochę pobawiliśmy się w ogrodzie, a i w domu było fajnie bo było dużo dzieci (a ja lubię małych człowieków). No i w ogóle można by tu dużo pisać o tych Świętach bo przecież było tyle babć (pra i nie tylko), cioć, wujków no i często byłam w centrum uwagi (nie powiem, ale bardzo lubię). No i bardzo ważna rzecz, bardzo lubię chodzić na place zabaw. Z resztą już nie potrafię usiedzieć na miejscu. Próbuję wstawać, chodzić bo raczkowanie to już zaczyna być nuda. Muszę jeszcze trochę potrenować, ale rodzice muszą mieć się na baczności...
Parę zdań o TURKACH:
"Po ogłoszeniu przez króla Jan III Sobieskiego wyprawy wojennej - a wszystkie miasta polskie w owym czasie miały obowiązek wystawiania kontyngentu piechoty – pułkownik husarii, właściciel Radomyśla, Rachowa i Gorzyczan: Nikodem Żaboklicki dołączył do królewskich żołnierzy, zasilając swymi zaciągami ochotników szeregi polskiej piechoty. We wrześniu 1683 roku Wiedeń został ocalony. Król polski stanął na czele Europy katolickiej i cywilizacji łacińskiej. Wymęczone Wojsko Polskie, po długim, pośpiesznym pochodzie, po bitwie porzuciło swoje obszarpane ubiory i ubrało się w odzież pokonanego nieprzyjaciela. Radomyślanie, do obowiązku których należało organizowanie lecznic polowych, zajmowanie się pochówkiem poległych oraz pakowanie bogatych zdobyczy - pozostali dłużej pod Wiedniem i do rodzinnego miasteczka dotarli dopiero w Wielki Piątek w 1684 roku. Weszli w czasie nabożeństwa do kościoła parafialnego, uzbrojeni w oręż zdobyty na Turkach, w zdobycznych tureckich mundurach i zaciągnęli straż przed Grobem Pana Jezusa, składając podziękowanie za szczęśliwy powrót. Od powrotu z wyprawy pod Wiedeń radomyscy żołnierze, nazywani „Turkami”, trzymali co roku straż przy Grobie Pana Jezusa w zdobycznych, egzotycznych strojach. Zwyczaj ten utrzymał się do dnia dzisiejszego obrastając przez następne wieki w specyficzną obrzędowość."
"Skład drużyny „Turków” jest od wieków niezmienny. Na czele stoi „basza”, który ma czterech adiutantów, tzw. „kogutów”. Do obowiązków kwatermistrza, czyli „dordy” należy zbieranie do swej manierki rozmaitych trunków, które po zmieszaniu tworzą „napój turecki”, chętnie degustowany przez przechodniów. Ponadto w skład oddziału wchodzą „doktorzy” – specjaliści od figlów i żartów oraz zwiadowcy oraz szeregowi żołnierze. "
"Paradna musztra i barwne stroje to ważne akcenty owych niezwykłych obrzędów, jednakże najważniejszy sens Straży Grobowej to udział w liturgii Wielkiego Tygodnia. „Armia” W Wielki Piątek - jak niegdyś żołnierze Jana III Sobieskiego - wkracza podczas liturgii do kościana, a dwóch żołnierzy z szablami zaciąga wartę przy Grobie. Po poświęceniu ognia w Wielką Sobotę, kiedy kapłan intonuje radosne Alleluja, rozlega się „Gloria” zagrane przez orkiestrę oraz dźwięk dzwonów. „Armia” wraz orkiestrą, a także z okolicznymi mieszkańcami oraz licznie odwiedzającymi w okresie świąt gośćmi udaje się na „Mały Rynek”. Przewiązany żałobnym kirem sztandar „Armii Tureckiej” zostaje rozwiązany, a wszechobecne wybuchy petard, moździerzy oraz zimnych ogni są wyrazem wielkiej radości. Późnym wieczorem miasteczko cichnie, lecz nie na długo. Tuz po północy w noc Zmartwychwstania Pańskiego „Turki” oraz z orkiestrą, której tradycje sięgają czasów rodu Sieneńskich, założycieli Radomyśla, rozpoczynają „Pobudkę”, stojąc pod każdym z domów tak długo, aż domownik nie zaświeci światła na znak, że wstał. Parady i uroczyste defilady odbywają się jeszcze w Niedzielę i Poniedziałek Wielkanocny, tuż po odwiedzeniu każdego domostwa i i złożeniu rymowanych życzeń świątecznych przez „Turków”."
Parę zdań o TURKACH:
"Po ogłoszeniu przez króla Jan III Sobieskiego wyprawy wojennej - a wszystkie miasta polskie w owym czasie miały obowiązek wystawiania kontyngentu piechoty – pułkownik husarii, właściciel Radomyśla, Rachowa i Gorzyczan: Nikodem Żaboklicki dołączył do królewskich żołnierzy, zasilając swymi zaciągami ochotników szeregi polskiej piechoty. We wrześniu 1683 roku Wiedeń został ocalony. Król polski stanął na czele Europy katolickiej i cywilizacji łacińskiej. Wymęczone Wojsko Polskie, po długim, pośpiesznym pochodzie, po bitwie porzuciło swoje obszarpane ubiory i ubrało się w odzież pokonanego nieprzyjaciela. Radomyślanie, do obowiązku których należało organizowanie lecznic polowych, zajmowanie się pochówkiem poległych oraz pakowanie bogatych zdobyczy - pozostali dłużej pod Wiedniem i do rodzinnego miasteczka dotarli dopiero w Wielki Piątek w 1684 roku. Weszli w czasie nabożeństwa do kościoła parafialnego, uzbrojeni w oręż zdobyty na Turkach, w zdobycznych tureckich mundurach i zaciągnęli straż przed Grobem Pana Jezusa, składając podziękowanie za szczęśliwy powrót. Od powrotu z wyprawy pod Wiedeń radomyscy żołnierze, nazywani „Turkami”, trzymali co roku straż przy Grobie Pana Jezusa w zdobycznych, egzotycznych strojach. Zwyczaj ten utrzymał się do dnia dzisiejszego obrastając przez następne wieki w specyficzną obrzędowość."
"Skład drużyny „Turków” jest od wieków niezmienny. Na czele stoi „basza”, który ma czterech adiutantów, tzw. „kogutów”. Do obowiązków kwatermistrza, czyli „dordy” należy zbieranie do swej manierki rozmaitych trunków, które po zmieszaniu tworzą „napój turecki”, chętnie degustowany przez przechodniów. Ponadto w skład oddziału wchodzą „doktorzy” – specjaliści od figlów i żartów oraz zwiadowcy oraz szeregowi żołnierze. "
"Paradna musztra i barwne stroje to ważne akcenty owych niezwykłych obrzędów, jednakże najważniejszy sens Straży Grobowej to udział w liturgii Wielkiego Tygodnia. „Armia” W Wielki Piątek - jak niegdyś żołnierze Jana III Sobieskiego - wkracza podczas liturgii do kościana, a dwóch żołnierzy z szablami zaciąga wartę przy Grobie. Po poświęceniu ognia w Wielką Sobotę, kiedy kapłan intonuje radosne Alleluja, rozlega się „Gloria” zagrane przez orkiestrę oraz dźwięk dzwonów. „Armia” wraz orkiestrą, a także z okolicznymi mieszkańcami oraz licznie odwiedzającymi w okresie świąt gośćmi udaje się na „Mały Rynek”. Przewiązany żałobnym kirem sztandar „Armii Tureckiej” zostaje rozwiązany, a wszechobecne wybuchy petard, moździerzy oraz zimnych ogni są wyrazem wielkiej radości. Późnym wieczorem miasteczko cichnie, lecz nie na długo. Tuz po północy w noc Zmartwychwstania Pańskiego „Turki” oraz z orkiestrą, której tradycje sięgają czasów rodu Sieneńskich, założycieli Radomyśla, rozpoczynają „Pobudkę”, stojąc pod każdym z domów tak długo, aż domownik nie zaświeci światła na znak, że wstał. Parady i uroczyste defilady odbywają się jeszcze w Niedzielę i Poniedziałek Wielkanocny, tuż po odwiedzeniu każdego domostwa i i złożeniu rymowanych życzeń świątecznych przez „Turków”."
(Informacje pochodzą ze strony:
http://www.radomysl.pl/asp/start.asp?page=pl_turki&dzial=Kultura&tytul=Turki)
http://www.radomysl.pl/asp/start.asp?page=pl_turki&dzial=Kultura&tytul=Turki)
Piekny wpis! No i na zdjeciu Majka ma koorowe jajka! Dobrze, ze gotowane, a nie prosto od kury, bo to dopiero byloby!
OdpowiedzUsuń