niedziela, 24 stycznia 2016

Karnawał


Ale czas leci i znowu tak mało go między szkołą, zajęciami, balami, spacerami- tych ostatnio za mało. Chodzimy niewyspane i tylko czekamy na sobotę, żeby odespać te przepełnione zadaniami dni. W tamtym tygodniu odbyły się w przedszkolu i szkole bale karnawałowe. Lena wróciła tego dnia do domu w rytmach "Jesteś szalona". Nasz bal szkolny odbył się na dużej sali gimnastycznej. Bawiły się klasy 0- 3, panie nauczycielki, a całą zabawą dowodził prawdziwy DJ. Na sali szybko zrobiło się gorąco i wesoło. Istne szaleństwo! Zabrałam na imprezę Lene, bo w mojej klasie jest troje dzieci (oprócz mnie), które ma rodzeństwo w grupie Leny. Także na sali bawiły się jeszcze przedszkolaki. Lena szalała przez pierwsze 10 min, a potem stwierdziła że za głośno i bawiła się ze swoim kumplem Dawidem w sali lekcyjnej. Podczas tego spotkania, bo niektórzy rodzice postanowili zostać na ploty wyszło na jaw, że trochę marzniemy. Nasza sala jest na końcu skrzydła budynku i z 3 stron nieobudowana. Podczas ostatnich mrozów niektóre dzieci i pani siedziały w kurtkach, rękawiczkach. Co do samej sali to mamy bardzo fajnie wyposażoną (aczkolwiek My nie mamy jeszcze tablicy interaktywnej, a niektórzy już mają). Mamy dywan i miejsce żeby się trochę pobawić, poruszać- a jak jest tak zimno to fajnie poskakać. Mamy kącik książek, całe pudło klocków LEGO, teatrzyk. Jak dobrze pracujemy pani Monika daje nam czas wolny, możemy wtedy pobudować, pobawić się. Bal udał się wyśmienicie i do domu dotarliśmy dopiero przed 20 (a wyszłyśmy o 7- to dlatego Lenka chodziła nie wyspana). 

Kilka zdjęć ze spaceru po JURZE:






Teraz przenosimy się nad morze do taty:





środa, 6 stycznia 2016

Pierwszy wpis w 2016

Oj, ciężko po Świętach zabrać się do opisania wszystkiego co się działo w tej długiej przerwie. Po pierwsze, bo jak się okazuje to ważna informacja (dla tych co mają krótką pamięć) wigilię 2015 spędziliśmy w Częstochowie u babci Ani i dziadka Marka. Byli też nasi kuzyni z rodzicami i ciocia Ania. Kolacja odbyła się tradycyjnie. Była modlitwa (co za szczęście, że ją znałam i nie chowałam się ze wstydu jak Lena pod stół), były życzenia przy opłatku- żeby się nie rozgadywać dzieci składały wszystkim "naj, naj", później była długa degustacja 12 potraw. Każdy, oprócz Leny, chociaż spróbował świątecznych potraw. Tradycyjnie wszystkie dzieci spoglądały z utęsknieniem w stronę choinki i prezentów, które się pod nią znajdowały. Co parę minut, z różnych ust padało ważne pytanie "kiedy będziemy mogli otworzyć prezenty?". Takie mam nieśmiałe przemyślenie, że chyba lepiej czekać na ten prezent, niespodziankę. Bo jak się już go ma i otworzy to już jest tak jakby koniec. W przypadku Leny i moim prezentom w tym roku nie było końca. Wszystko dlatego, że pierwszego dnia Świąt pojechaliśmy w odwiedziny do Stalowej Woli. Odwiedziliśmy tam ciocie i wujków, prababcie i pradziadków i pod każdą choinką czekał na nas jakiś drobiazg. Mama się tylko bała, żeby nam się w głowach nie poprzewracało. Zostawię to bez komentarza. Bardzo miło było wszystkich spotkać, pobyć chociaż przez chwilę... Najbardziej zmieniły się Iga i Kornelka. Obie dziewczynki już same spacerują i niewątpliwie są w centrum zainteresowania wszystkich. Tata chciał nam zrobić na pożegnanie zdjęcie pod choinką. Jak się okazało było to bardzo trudne zadanie. Najpierw Lena się obraziła, Kornelka się rozpłakała, a w między czasie Iga uciekła. Pod choinką zostałam sama ze skawaszoną miną.



Po kilku dniach wiosennej pogody (bo temp sięgała nawet 15 stopni i często świeciło słonko) zabraliśmy babcię Krysię i pojechaliśmy do Krakowa. Plany były ambitne, żeby aktywnie spędzać te dni (chociaż aktywność i krakowski smog nie idą w parze). Niestety jak to zwykle bywa z planami ( zwłaszcza mamy) trzeba było je zmienić. Tata się rozchorował i został do Sylwestra uziemiony w domu. Mama i babcia Krysia zabrały Lenkę, Kornelkę i mnie na wystawę "Modna i już... w PRL". Myślę, że wszystkim się podobała. Ja i Lenka wybierałyśmy kreacje, które nam się najbardziej podobały, a Kornelka była zachwycona że może biegać i chodzić po schodach. Minus był taki, że nagle zima sobie przypomniała że już czas na temperaturę na MINUSIE. To trochę utrudniało aktywność na świeżym powietrzu, ale rodzice nie pozwolili nam na siedzenie w domu. Na wystawę szopek krakowskich miał nas zabrać dziadek Janusz, ale chyba nie chciał bo złamał sobie rękę (na lodowisku). Tym sposobem na szopki wzięłyśmy tatę jak się lepiej poczuł. Muszę powiedzieć, że autorzy tych dzieł muszą mieć anielską cierpliwość i szaloną wyobraźnię. W jednej szopce został uwieczniony nawet SMOG krakowski. Lena przed każdą szopką stała jak zaczarowana i trzeba było ją czasami szturchać żeby szła oglądać następną. Ze zdrowym tata wybraliśmy się również na łyżwy, na kryte lodowsiko. Ma ono spore zalety: jest duże i ma dach. Niestety koszt 1,5 godziny szaleństwa 4 osobowej rodzinki (nie w pełni wyposażonej sprzęt łyżwiarski) jest dość spory (69 zł). W Częstochowie na mniejszym lodowisku, odkrytym za 1 godzinę płacimy ok. 15zł. Teraz będzie mniej bo Lenka dostała swoje własne łyżwy. W moim długim opowiadaniu zabrakło części
o Sylwestrze. Rodzice z powodu choroby taty musieli zostać w domu z nami i z babcią. My z Lenusią tak się wygłupiałyśmy, biłyśmy, szalałyśmy, że ze zmęczenia padłyśmy po 23. Nie widziałyśmy nawet sztucznych ogni. Obładowani podarunkami 3 stycznia wróciliśmy do Częstochowy. Jutro czas wrócić do szkoły, ale ja chyba teraz sobie pochoruję...?

Na koniec kilka fotografii ze spacerów po Krakowie...

wtorek, 22 grudnia 2015

Święta tuż tuż..

Kartki? Zrobione i wysłane :). Niektóre już dotarły do adresatów z naszymi życzeniami świątecznymi. Do domu zawitała choinka... tak za chwilę już Wigilia i Święta Bożego Narodzenia. Szkoda tylko, że pogoda raczej kojarzy się z Wielkanocą. 

Życzymy Wszystkim zdrowych, radosnych i rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia.
Ładnej choinki, pysznej wigilijki i uśmiechniętej minki!!
Hej kolęda!!

 Żeby życzenia były szczere tak jak życzenia dzieci przy łamaniu się opłatkiem: "Smacznego!!"

Grupa Lenki "Żabki" zaprosiła rodziców na jasełka. Nie były to takie tradycyjne świąteczne występy. Dzieci były przebrane, ale ich role ograniczyły się do stania. Niektórych trema nie zjadła i nawet gestykulowali do lecącej w tle narracji. Wszyscy razem śpiewaliśmy kolędy, a później zasiedliśmy do stolików pełnych ciastek.




O tym jak Lenusia została Maryją, a Haniula Jezusem:
- Mamo na przedstawienie musisz mi zawiązać tu takie niebieskie.
- Przecież miałaś mieć białą sukienkę, różowe skrzydełka. Po co wróżce takie niebieskie?
- Bo ja nie będę wróżką tylko taką w niebieskim.
- Kim?
- No mam mieć tu na głowie takie niebieskie i tu masz mi zawiązać.
- Yyyy będziesz Matką Boską?
- Nie, będę Maryją.
- aha 
- To będzie taka bajeczka o Jezusku.
- aha, pani Cię wybrała?
- Nie, pani wybrała Julę, ale ja chciałam być Maryją, a Jula aniołem. Jest najważniejszym aniołem, a ja Maryją.
- aha

Poranki w naszym domu bywają często burzliwe, ale przed Jasełkami było wyjątkowo spokojnie.
Lena: Mamo czy Haniula (jej lalka) może być Jezuskiem?
Mama: A nie macie lalki co jest Jezuskiem??
Lena: Mamy, ale tamta lalka jest za gluba. Poplosisz panią?
Mama: Poproszę....

Maja: Lena wiesz, że jak Haniula będzie Jezuskiem to będzie chłopakiem?
Lena: No i co z tego... po bajeczce znowu będzie dziewczynką.

Mama: Pani Elu mam prośbę.
Pani Ela: Tak??
Mama: Czy Haniula może zagrać Jezuska?? - na koniec pytania mama wyciągnęła ukochaną lalkę z reklamówki. Pani Ela później się przyznała, że przez ułamek sekundy analizowała sytuacje: w grupie przecież nie ma Hani, to kto może zagrać Jezuska?
Pani Ela: Oczywiście....

środa, 9 grudnia 2015

Przyszedł Święty, przyniósł nam prezenty.





Tradycją staje się, że Mikołajki trwają kilka dni. Ja zaczęłam już 4 grudnia. Wszystkie klasy od 1 do 3 poszły do sąsiadującego z naszą szkołą gimnazjum. Tam uczniowie pierwszej klasy zagrali dla nas "Kopciuszka", a później przebrany Mikołaj rozdawał prezenty. Nasza klasa dostała dużo klocków lego i każdy po słodyczu. W sobotę poszłyśmy z mamą i babcią, Malwinką i Mikołajem do Politechnika na bajkę "Królewna na ziarnku Grochu". Była to nieco nowoczesna wersja tej tradycyjnej bajki. Były momenty, że trochę nam się dłużyła, ale była cała masa zabawnych sytuacji gdzie dzieciaki wybuchały śmiechem. Tu też przyszedł Święty Mikołaj, który wręczał nam paczki ze słodyczami. Poszłam na scenę z Lenką i wcale się nie bałyśmy i nawet pozwoliłyśmy zrobić sobie zdjęcie. Wieczorem zostawiłyśmy na talerzyku całą górę ciasteczek i kubek herbaty dla Świętego Mikołaja. Przyszedł w nocy i prawie wszystko zjadł. Ja dostałam wymarzony zestaw klocków lego, Lenuśka jeżdżącego chomika. Nawet mama dostała prezent. Zrobiłam dla niej album rysunkowy. Trochę późno się za to zabrałam i są tam tylko dwa obrazki, ale mama i tak się ucieszyła.Popołudniu poszłyśmy oglądać piękną choinkę na placu Biegańskiego, tam też widziałyśmy Mikołaja. W poniedziałek, po tygodniu chorowania, Lenka poszła do przedszkola. Tam też ich odwiedził ich Święty Mikołaj. Tym sposobem Sezon Mikołajkowy zamykam. 


A jak tata spędził 6 grudnia? Przysłał nam kilka zdjęć. Kto zgadnie gdzie był?
 

piątek, 4 grudnia 2015

Lenusia, nie Lena

 Już nie raz pisałam, że z Leny to niezły przekręt. Wiecznie robi wszędzie bałagan, a później nie ma siły go sprzątać. Nawet jak już posprząta przed wieczorną bajką to na seans zawsze bierze wózek a w nim cała świtę: Haniule, kilka misiów, a do tego torebka z figurkami. Z taką wyprawką zawitała ostatnio w przychodni. Raz gdy nie było kolejki do gabinetu to rozłożyła się z kolorowanką w gabinecie. Po skończonym badaniu nie chciała wyjść od pani doktor:
- Mamo ja jeszcze nie zdążyłam pokolorować.
Mama nie zawsze umie przywrócić ją do porządku, bo ona tak świetnie ściemnia. Do tego jest uparta i obrażalska. Dlatego często mama idzie na ustępstwa:
- Lena nie posprzątałaś jeszcze na łóżku.
- Mamo, ale ja z tymi miśkami będę spała.
- Kochanie, ale tu już nie ma miejsca dla Ciebie. Możesz wybrać sobie dwa misie.
- Nie, ja chcę wszystkie...Bo ja je kocham. Będę spała z foczką, Tedim, Żyrafcią, z Haniulą, Michaliną, tygryskiem.....
- Nie ma takiej opcji...Tylko dwa, reszta na miejsce.
Koniec końców w łóżku jest Lena i 5 zabawek... 
No i jeszcze jej sposób ubierania się.
- Mamo ja chcę tą białą suknię!!
- Kotek, ale ta jest na występ w przedszkolu. Ubrudzisz ją...
- No i co z tego?? Ja chcę suknię.
- To może tą? Też jest biała i długa.
- No dobla.
- Tylko załóż podkoszulek pod nią, żebyś nie zmarzła.
Efekt:
Dwie różne skarpety(jedna w granatowo zielone pasy, druga różowa), bała suknia, a pod nią krótkie spodenki w kratę.

 Jej marzenie:
- Mamo ja bym chciała buty na obcasie, suknię do ziemi i koronę. Tak będę chodziła do przedszkola.

Lena: Mamo, ja to bym jeszcze chciała pralkę, suszarkę do ubrań, a i krzesełko do karmienia dla Haniuli.
Mama: YYY Lenko, ale u was w pokoju to już nie ma miejsca. Jak chcesz wyprać coś Hani to wrzuć do pralki w łazience,a potem na kaloryfer. Zresztą do takiej zabawkowej pralki to nawet sweterek Hani nie wejdzie.
Lena: Mamo, ale ja nie chce zabawkowej pralki tylko taką prawdziwą.
Mama: Prawdziwą?? No to dopiero....Prawdziwą to ty sobie kupisz jak będziesz duża, wyprowadzisz się od mamy i taty.
Lena: No dobly pomysł. A czy jak się jest dużym to można mieć lalki?? Można sobie zostawić?
Mama: Oczywiście, że można...
Lena: Uff to dobrze...

Kroczę po domu okryta kołdrą:
- Patrz mamo!! Wyglądam jak zakonnica.
Za mną idzie Lena okryta narzutą:
- Patrz mamo wyglądam jak szachownica.

Wracając ze szkoły:
Ja (Maja)- Mamo jak wygląda 4??
               - Co masz na myśli?? - pyta zdziwiona mama , przecież znam cyferki.
               - No jak wygląda żydowskie 4.
               - Yyy no nie mam pojęcia.
Chwilę myślę:
                 - Rzymskie chciałam powiedzieć.

niedziela, 29 listopada 2015

Sprawy genów i wróżby

 Już koniec listopada, kiedy zleciały te trzy miesiące?? Mama już dawno po pierwszej wywiadówce. Pani do mnie zastrzeżeń raczej nie ma. Muszę jedynie popracować nad swoim charakterem pisma. Chociaż,  wydaje mi się, że to genetyczne. Mama pisze niezbyt ładnie, a ona ma to po dziadku, więc ja mam to po nich. Przez te geny muszę trochę więcej ćwiczyć, ale czy naturę da się oszukać?? Czytanie idzie mi bardzo dobrze, ale do płynności jeszcze odrobinę mi brakuje. Moją najlepszą koleżanką jest Hania, z tą którą siedzę w ławce. Pani powiedziała mamie, że jesteśmy jak papużki nierozłączki.Wymyślamy wspólne zagadki i prowadzimy śledztwa. Szczegółów zdradzać nie mogę, a to dla dobra spraw. Naczytała mi mama kryminałów... Obecnie kończymy czytać "Wakacje z duchami". Idzie nam to bardzo powoli, bo mama wieczorami ma mniej energii. No dobra, mi też się zdarzyło parę razy usnąć podczas czytania. Lena ze zmęczenia czasami zasypia zanim dotrze do łóżka. Ostatnio po wyjściu z wanny nakryła się ręcznikiem i usnęła. Innym razem położyła się na krzesłach, oglądała bajkę i usnęła. Cały tydzień marzymy o weekendzie, żeby móc odespać i żeby nie budził nas budzik. W soboty śpimy najdłużej- rekord 12:28. W niedziele zmęczenie zdecydowanie spada i wstajemy ok 9. Na koniec, Andrzejkowy akcent...


Nie znalazłyśmy w domu klucza z dziurką, musiały nam wystarczyć nożyczki (Lena i tak nie trafiała ;) ). Miałyśmy nieco problemów interpretacją naszych woskowych wróżb, ale śmiechu było sporo. Łatwiej poszła wróżba z butami- która z nas wyjdzie pierwsza za mąż. Ulżyło mi, że padło na Lenę. Ja jeszcze nie spotkałam takiego chłopka, którego bym polubiła. Lenisława ma już konkretne plany życiowe. A przed nami najmilszy miesiąc dla dzieci. Kalendarze adwentowe już czekają by je zacząć. Nie mogę się doczekać 6 grudnia, tyle atrakcji się szykuje z tej okazji.

niedziela, 22 listopada 2015

Pozdrowienia z pracy taty.

Pozdrowienia z pracy od taty!! Obecnie tata pracuje w Niemczech. To dziwny kraj, tam w niedziele nie można pracować i wtedy tata ma czas na krótkie wycieczki. Szkoda, że pogoda nie zawsze Mu dopisuje. Tym razem się udało, bo nie pada deszcz, a i śnieg przestał sypać.Widoki Friedrichshagen...