Święta już się skończyły. Dobrze, że jeszcze choineczka pozostała jako wspomnienie tych niezwykłych dni. Wigilijny wieczór spędziliśmy u babci Ani i dziadka Marka. Wszyscy się wystroili, a pod choinką było dużo prezentów. Najpierw się pomodliliśmy, a mi z przejęcia aż buzię zatkało. Później łamaliśmy się opłatkiem, ale nadal ciężko mi było coś z siebie wydusić i tylko nieliczni usłyszeli "wsystkiego doblego", "wesołych świąt". Grzecznie wysiedziałam przy stole i zjadałam coraz to nowe potrawy. W końcu oznajmiłam, że mam dość i wraz z resztą dzieciaków myślami i czynami zaczęłam błądzić wokół drzewka i prezentów. Tego dnia późno poszłam spać, a następnego ranka zaspałam i późno obudziłam rodziców. Po szybkim śniadanku wyruszyliśmy do Krakowa do babci Krysi i cioci Karinki. Tu też czekały na mnie prezenty, a jak się okazało to nie był jeszcze koniec. Musiałam być bardzo grzeczna, a mama czasami tak na mnie narzeka... Wieczorem udaliśmy się podziwiać szopki u Bernardynów, Kapucynów i Franciszkanów (gdzie były żywe zwierzątka i koncert kolęd). Ruchome figurki i rozmiary szopki (Bernardyni) wywołały mój zachwyt. Gdy wychodziliśmy z kościoła szło trzech zakonników szepnęłam do cioci:
- Patrz ciociu, trzej królowie.
Babcia tego dnia dzieliła się ze mną pieniążkami i wrzucałam monety do skarbonek, a aniołki kiwały główkami, świeciły się, albo zginały w pół. Gdy pożegnałam się z małym Jezuskiem u Kapucynów (na ołtarzu stał mały żłóbek, a w nim mały lalkowy dzidziuś - wygłaskałam go, nawet próbowałam go pocałować "Już idę Jezusku, papa"). Gdy wyszliśmy na zewnątrz, gdzie było bardzo zimno zaczęłam sobie śpiewać:
-" Kochany Jezusku jesteś kochany (czy jakoś tak) daj nam trochę pieniążków do naszej skarbonki, będzie nam miło...."
Ogólne rozbawienie wywołało też gdy zobaczyłam siostry zakonne. Jedna miała białe nakrycie głowy, a druga czarne:
- Patrz ciociu, czarny i biały murzyn.
U Franciszkanów spotkaliśmy trzejkróla, a właściwie trzejkrólową (bo miała suknię) i dostałam taką małą białą lamę.
Rodzicom muszę podziękować za to, że któregoś dnia pozwolili mi bardzo późno oglądać film o księżniczce. Był taki piękny, a gdy tylko śpiewali to ja tańczyłam w swoim szlafroczku, a później rozdawałam wszystkim buziaki. Nie wiedziałam tylko co to macocha, ale mama mi wyjaśniła. Gdy tylko skończyła wywód zwróciłam się do niej "macocho", ale to tak tylko na żarty ;).
Odwiedzili mnie też ciocie i wujkowie, z którymi bardzo miło się bawiłam. Teraz pozostaje mi tylko życzyć wszystkim udanej zabawy Sylwestrowej i Szczęśliwego Nowego Roku. Ja na łamach bloga obiecuję przespać całą noc ( nie tak jak te dwie ostatnie - gdzie się budziłam i nie dałam spać wszystkim domownikom). Trzymajcie za mnie kciuki ;).
no halo co z wami ?? nowy rok juz daaawno jest a nowych postów brak .... ładnie to tak??
OdpowiedzUsuń