Rowerki w końcu doczekały się małej wyprawy. Do tej pory robiliśmy spacerki, a później albo któreś z nas chorowało, albo leczyło kontuzje po upadku z roweru (ehh ta mama gapa), albo nas nosiło... W sobotę w końcu zaświeciło słoneczko i rodzice postanowili - WYCIECZKA ROWEROWA. Prócz zapału i wstępnego planu zabraliśmy napoje, no i rowery. Autko zostawiliśmy w Złotym Potoku, koło potencjalnego miejsca zjedzenia czegoś na obiad. Trasa przejażdżki nie była zbyt długa i wymagająca. Mama i tak marudziła, że bolą ją mięśnie, które kiedyś miała (czy może coś boleć czego już nie ma??). Dojechaliśmy do Czatachowej, gdzie odwiedziliśmy pewną miłą panią i jej urocze zwierzątka. Rok temu w lipcu pierwszy raz miałam przyjemność poznać tą ciekawą gromadkę. Teraz biegając o własnych siłach (bo wtedy to chodziłam za rączki) mogłam głaskać i karmić kozy, owieczki, świnki, konika i osiołka. Wszystkie stworzonka bardzo mi się podobały, ale najmilej wspominam Kinię (kucyka). Później zrobiliśmy sobie jeszcze mały spacerek do kościółka. Miejscowość, w której byliśmy słynie z mieszkających tam pustelników, którzy to odprawiają egzorcyzmy. Poza tym leży w malowniczym miejscu. Ciężko było mi się rozstać ze zwierzakami, ale cóż... zgłodnieliśmy nie na żarty. W drodze powrotnej zasnęłam w foteliku, a gdy się obudziłam czekała już na mnie rybka i fryteczki.
O tym jak mama używa trudnych słów.
Idziemy drogą, mijamy gospodarstwa. Przy jednym leżą dwa nieuwiązane psy i leniwie szczekają, nawet im się wstać nie chce. Ja przykucam, ściskając w dłoniach wcześniej zebrane kamyczki i próbuję nazbierać nowych, jednocześnie zagaduje leniwe psiaki.
- Majeczko nie zaczepiaj piesków i chodź - gdera ta moja kochana mamusia.
- Ja zbieram kamyczki - odpowiadam zgodnie z prawdą.
- Myszko jak któryś zaraz wstanie i podejdzie do Ciebie to się zdziwisz. - tym razem oszczędziła mi opowieści o tym, że pieski mnie mogą ugryźć.
Pozbierałam co miałam pozbierać i podeszłam do mamy:
- Ehh zdziwiłam się... - psy leżały dalej pod drzewem szczekając na nas.
Mama musiała mi wytłumaczyć co to jest to zdziwienie, ale dalej nie bardzo wiem co mama miała na myśli.
co mika wygrzmociłaś się na prostej drodze hehehe
OdpowiedzUsuńNo właśnie nie na prostej. Chciałam pokonać 3 schodki. Tylko zapomniałam, że nie mam 15 lat, a od jakiegoś czasu poza placami zabaw mało się udzielam sportowo ;/
OdpowiedzUsuń