sobota, 9 października 2010

O Krakowie, o teatrze, o zakupach i o Debrze zwanej Pibą

 O Krakowie...
O Krakowie można dużo pisać, ale dziś będzie o jednym, o KORKU. Jechaliśmy z Debrą do weterynarza staliśmy w korku. Na szczęście dzięki kolejce w gabinecie zdążyliśmy. Jechaliśmy do teatru utknęliśmy w korku. W końcu w akcie desperacji babcia wyskoczyła ze mną z auta. Niby, że tramwajem będziemy szybciej. Pewnie by było, ale tramwaj nie mógł przejechać bo na torowisku stały auta. Babcia wzięła mnie na ręce i z Rakowickiej pobiegła na dworzec i tam wsiadłyśmy w tramwaj. Później znowu biegła ze mną na rękach i udało się, zdążyłyśmy na sztukę. Rodzice w tym czasie przesuwali się żółwim tempie krakowskim alejami. W akcie desperacji porzucili auto w centrum miasta. Stwierdzili, że komunikacją miejską szybciej dotrą do wujka Łukasza. Pomysł był dobry, ale okazało się że autobus którym tam mieli dotrzeć miał zmienioną trasę (pewnie jakieś remonty) i gdy się zorientowali, że są na trasie gdzie ten autobus kiedyś jeździł, a teraz już nie jeździ podjęli kolejną desperacką decyzję. Wrócili po auto i tym razem bez korków dotarli do celu. Dziś sobota i pojechaliśmy pospacerować na skałki Twardowskiego i znowu utknęliśmy w korku. Tata wybrnął i pojechał inną trasą. Bo szkoda siedzieć w aucie gdy taka piękna pogoda. Strach pomyśleć co będzie jutro czy w poniedziałek. Ciocia twierdzi, że mamy pecha. Rodzice w takich chwilach cieszą się, że wyprowadziliśmy się do Częstochowy.

O teatrze...
To była super przygoda. Poszłam z babcią do teatru Groteska na spektakl pt.  "Porwanie Baltazara Gąbki czyli Smok & Roll". Sztuka przeznaczona jest dla dzieci trochę starszych ode mnie (bo od 9 roku życia), ale ja i tak świetnie się bawiłam. Muzyka, kolorowe stroje to jest coś co lubię. Na koniec biłam mocno brawo i wcale nie chciałam wychodzić. Pierwsza wycieczka do teatru została zakończona pełnym sukcesem.

O zakupach...
Zbliża się zima i rodzice postanowili rozejrzeć się za kurteczką dla mnie. Chodziliśmy po jednym z krakowskich targów i nic się rodzicom nie podobało. Mnie o zdanie nikt nie pytał. Już mieliśmy wracać do domu gdy okazało się, że pominęliśmy jedno miejsce. Był tam płaszczyk, który w miarę spełniał oczekiwania moich rodziców. Trzeba było go tylko przymierzyć. To była moja rola, wcale nie taka prosta. Rozpłakałam się nie na żarty i usiadłam na chodniku. Mama tłumaczyła, przekupywała i w końcu zmieniłam zdanie. Płaszczyk był nieco przyduży, ale podwinęliśmy rękawy i nagle wszyscy zaczęli "Och", "Ach". Mama poprosiła o lusterko i ja też zobaczyłam to co wszyscy inni widzieli wcześniej, Zaczęłam się przeglądać obracać. Mama spytała mnie o zdanie i dokonała zakupu. Chciała zdjąć zemnie mój nowy nabytek, a ja w płacz, że nie zdejmę. Wracając do domu  było mi trochę za ciepło, może trzeba było posłuchać mamy i zdjąć ten zimowy płaszczyk??

O Debrze zwanej Pibą...
O Debrze już pisałam. Większość naszych bliskich zna ją osobiście lub z opowiadań. Debra jest milutka, ale z racji swojego wieku często choruje i często nie rozpieszcza nas swoimi zapaszkami. Jak już wcześniej pisałam pojechaliśmy z nią do psiego doktora tzn. mama poszła z nią, a ja z tatą poszłam na spacer po parku Jordana. Pan doktor przepisał Pibie antybiotyk i zaczął czytać możliwe działania niepożądane m.in.:
- Skutki uboczne: wymioty, biegunka, zawroty głowy, drgawki, zaburzenia psychiczne takie jak: niepokój bezsenność, omamy, psychozy, dezorientacja, koszmary senne, depersonalizacja. Więc proszę się nie zdziwić jeśli pies będzie myślał, że nie jest psem.- Zakończył pan doktor z poważną miną obserwując reakcje mamy.
- Czyli może zacząć gadać ludzkim głosem... - podsumowała mama będąc nieco przerażona niepożądanymi objawami.
Żarty, żartami, ale Debra odkąd dostała pierwszą dawkę leku już kilkakrotnie została przyłapana w moim małym łóżeczku. Więc może utożsamia się zemną??

Póki co tyle z Krakowa. Ciąg dalszy ze zdjęciami w kolejnym poście...

2 komentarze:

  1. no i co jestescie juz w Czestochowie a ze zdjęciami dupa?? kiedy beda

    OdpowiedzUsuń
  2. Czyli, reasumując... wycieczka do Krakowa bardzo udana... wpadajcie częściej :-)

    OdpowiedzUsuń