niedziela, 30 stycznia 2011

Drużyna dziewczyn i chłopaka - to MY

W dalszym ciągu trudno mi znaleźć chwilkę żeby coś napisać. Tyle rzeczy się dzieje. Chodzimy z Marychną i jej mamą na kule, albo one nas odwiedzają. Wczoraj dla odmiany byłyśmy w Cyrku Malucha, na dniach otwartych. Mama mówi, że to takie coś jak przedszkole,a Marychna się upiera, że to KULE (choć się okazało, że poza dużymi piłkami kul tam nie ma). Mi się bardzo podobało i po ponad 2 godzinach zabawy wcale nie chciałam wychodzić. W piątek mama obchodziła swoje urodziny i od rana do nocy mieliśmy gości. Lubię jak mnie odwiedzają dzieciaki (Miki, Malwik i Marychna) chociaż czasami się już złoszczę, że muszę czekać na swoją kolej żeby pobawić się swoimi zabawkami. Po dniu pełnym emocji szybko zasnęłam w swoim łóżeczku. Poza tym tatuniek zabiera mnie na długie spacery do lasu. Mamę zostawiamy w domu bo strasznie kaszle i nie chcemy żeby się bardziej pochorowała. Dziś widziałam dzięcioła i ślady sarenki i zajączka na śniegu. Mieliśmy o czym opowiadać po powrocie do domku.
"Do widzenia panie dzięciołu"

***
Często pomagam tacie przy robieniu śniadania, uwielbiam przystrajać kanapki. Na ogół z tatuniem się dogadujemy, ale on czasami mi nie pozwala czegoś dotykać. Jak ja się czasem uprę to za wszelką cenę dążę do swojego małego celu:
- Prosiłem żebyś tego nie dotykała - zwrócił się tata do mnie
Po chwili:
- Maja jeszcze raz to dotkniesz i będziesz musiała sobie iść. - tata prosił i ostrzegał i w końcu kazał mi wyjść z kuchni. Udałam się do mamy:
- Mamo zdenelwowałam twojego mąza.
Zrobiło mi się przykro i popłynęły ogromne łzy. Mama  na szczęście zna receptę na poprawę humoru: kazała przeprosić i słuchać taty. Udało nam się razem skończyć śniadanie.

Innym razem była bardzo podobna sytuacja, tata mnie znowu wyprosił z kuchni, a ja poszłam pożalić się mamie:
- Mamo znowu zdenelwowałam twojego mąza i twój mąz chciał mi zrobić krzywde. - wyrzuciłam z siebie
- Jaką krzywdę?? - zapytała zupełnie poważnie mama
- NOLMALNĄ - odpowiedziałam prawie się śmiejąc.

***
Jechaliśmy z tatuniem do lasu. Gdy nie jedzie z nami mama wtedy mój fotelik wędruje do przodu, ku mojemu zadowoleniu. Z przodu lepiej widać i łatwiej się rozmawia. Chcieliśmy skręcić w lewo i musieliśmy przepuścić dużo samochodów. Najpierw jechały z jednej strony, a potem z drugiej i znowu... Tatus zaczął się denerwować:
- No jedźże!!
- Nie denelwuj się. Musisz się uspokoić i poczekać...
Udało nam się pokonać to skrzyżowanie i dalej poszło jak z płatka. Rozmawiałam o zielonych i czerwonych światłach, przypominając tacie na którym można jechać. Gdy przejeżdżaliśmy obok wielkiego sklepu tata powiedział:
- Zobacz ile aut. Pewnie w sklepie jest dużo ludzi...
Spojrzałam na niego zupełnie zdezorientowana:
- Do kogo gadasz??
Wtedy to tatuń zgłupiał ;).

piątek, 21 stycznia 2011

Dzień Babci i Dziadka (już jutro)

Co za wstyd dziś Dzień Babci (a jutro dziadka), a ja nic specjalnego nie przygotowałam. Od dwóch dni wracam późno do domu i ciągle coś się dzieje (bo tak to już jest gdy tatuniek w domu). W wielkim pośpiechu siadam i piszę, żeby jeszcze dziś moje dziadki i pradziadki mogły przeczytać (bo przez telefon nie lubię gadać) :

Dużo zdrowia, uśmiechu i cierpliwości (której macie i tak więcej niż moja mama) do moich psot i humorków. Z chęcią każdemu z WAS wręczyłabym kwiaty, ale za daleko do Krakowa i Stalowej.
Czasami z babcią Anią jeżdżę do WAS wszystkich kanapowym pociągiem. Mama się śmieje, że gdyby kolej tak szybko jeździła to byśmy WAS częściej odwiedzały. Podróż do Stalowej czy Krakowa trwa nie całą minutę, a herbatka u WAS to czysta przyjemność ;). Przesyłam buziaki i obiecuję napisać coś więcej w najbliższych dniach!!

środa, 12 stycznia 2011

Trochę zimy i trochę lata

Za oknem szaro i brzydko. Śnieg stopniał i w rezultacie mamy trochę zimy i lata, chociaż mama twierdzi że prędzej wiosny (ale ja i tak wiem swoje). Do tego mama wszędzie widzi kupy i śmieci. Przy tej smutnej otoczce za oknem nie bardzo mam ochotę na spacery, a nawet na pisanie tutaj. Do tego tatuniek siedzi w pracy, a jak go nie ma to na ogół robimy to samo: malujemy, rysujemy, czytamy, bawimy się, zakupy robimy i czasami spacerujemy. Największą atrakcją jest podróż z Marynią i jej mamą ( no i moją mamą) tramwajem na kulki. Tam mogę się wyszaleć ile tylko chcę. W tamtym tygodniu wybrałyśmy się również zobaczyć szopkę i choinki na Jasną Górę. Biegałyśmy od zagrody do zagrody i od szopki do szopki (z Marysią, a nasze mamy za nami). W sumie to chyba z 6 razy widziałyśmy wszystkie zwierzaki (osiołka, koniki, sarenkę, króliki, gołąbki, owieczki, kózki, kury i koguta i jakiegoś dziwnego ptaka, który nie wiem czym był). Były też takie sztuczne zwierzaki: słoniki, koniki, krówki itp... Bardzo mi się podobało na tym długim spacerze. Wczoraj babcia Ania zabrała mnie i mamę na przedstawienie przedszkolaków gdzie występował mój kuzyn Mikołaj. Gdy weszłyśmy na salę to się przestraszyłam i płakałam. Przeszło mi gdy w kolejce do kibelka stałam z dziećmi przebranymi za misie i aniołki. Przedstawienie było bardzo udane i wszyscy dużo się śmiali (a ja razem z nimi chociaż czasami nie wiedziałam czemu i pytałam mamę "czemu się śmiejesz??"). Gdy występowała najmłodsza grupa dzieci (ok 3 lat)to mama, aż płakała (ze śmiechu). Po wszystkim wujek Marcin wziął mnie na scenę i biegałam tam razem z innymi dziećmi. Byłam zachwycona, a dziś rano po przebudzeniu oznajmiłam, że chcę iść jeszcze raz na przedstawienie i już nie będę płakać.
Załączam kilka zdjęć (kliknąć tutaj) min. ze spaceru w Olsztynie (był jeszcze śnieg) gdzie byłam z babcią Anią, dziadkiem Markiem i mamą.
Aha i jest jeszcze stary filmik ( z komórki) z 23 listopada 2009 (czyli miałam rok i nie całe 5 miesięcy) - wtedy pierwszy raz powiedziałam MAJA :).

piątek, 31 grudnia 2010

No to kończymy 2010

Święta już się skończyły. Dobrze, że jeszcze choineczka pozostała jako wspomnienie tych niezwykłych dni. Wigilijny wieczór spędziliśmy u babci Ani i dziadka Marka. Wszyscy się wystroili, a pod choinką było dużo prezentów. Najpierw się pomodliliśmy, a mi z przejęcia aż buzię zatkało. Później łamaliśmy się opłatkiem, ale nadal ciężko mi było coś z siebie wydusić i tylko nieliczni usłyszeli "wsystkiego doblego", "wesołych świąt". Grzecznie wysiedziałam przy stole i zjadałam coraz to nowe potrawy. W końcu oznajmiłam, że mam dość i wraz z resztą dzieciaków myślami i czynami zaczęłam błądzić wokół drzewka i prezentów. Tego dnia późno poszłam spać, a następnego ranka zaspałam i późno obudziłam rodziców. Po szybkim śniadanku wyruszyliśmy do Krakowa do babci Krysi i cioci Karinki. Tu też czekały na mnie prezenty, a jak się okazało to nie był jeszcze koniec. Musiałam być bardzo grzeczna, a mama czasami tak na mnie narzeka... Wieczorem udaliśmy się podziwiać szopki u Bernardynów, Kapucynów i Franciszkanów (gdzie były żywe zwierzątka i koncert kolęd). Ruchome figurki i rozmiary szopki  (Bernardyni) wywołały mój zachwyt. Gdy wychodziliśmy z kościoła szło trzech zakonników szepnęłam do cioci:
- Patrz ciociu, trzej królowie.
Babcia tego dnia dzieliła się ze mną pieniążkami i wrzucałam monety do skarbonek, a aniołki kiwały główkami, świeciły się, albo zginały w pół. Gdy pożegnałam się z małym Jezuskiem u Kapucynów (na ołtarzu stał mały żłóbek, a w nim mały lalkowy dzidziuś - wygłaskałam go, nawet próbowałam go pocałować "Już idę Jezusku, papa"). Gdy wyszliśmy na zewnątrz, gdzie było bardzo zimno zaczęłam sobie śpiewać:
-" Kochany Jezusku jesteś kochany (czy jakoś tak) daj nam trochę pieniążków do naszej skarbonki, będzie nam miło...."
Ogólne rozbawienie wywołało też gdy zobaczyłam siostry zakonne. Jedna miała białe nakrycie głowy, a druga czarne:
- Patrz ciociu, czarny i biały murzyn.
U Franciszkanów spotkaliśmy trzejkróla, a właściwie trzejkrólową (bo miała suknię) i dostałam taką małą białą lamę. 
Rodzicom muszę podziękować za to, że któregoś dnia pozwolili mi bardzo późno oglądać film o księżniczce. Był taki piękny, a gdy tylko śpiewali to ja tańczyłam w swoim szlafroczku, a później rozdawałam wszystkim buziaki. Nie wiedziałam tylko co to macocha, ale mama mi wyjaśniła. Gdy tylko skończyła wywód zwróciłam się do niej "macocho", ale to tak tylko na żarty ;).
Odwiedzili mnie też ciocie i wujkowie, z którymi bardzo miło się bawiłam. Teraz pozostaje mi tylko życzyć wszystkim udanej zabawy  Sylwestrowej i Szczęśliwego Nowego Roku. Ja na łamach bloga obiecuję przespać całą noc ( nie tak jak te dwie ostatnie - gdzie się budziłam i nie dałam spać wszystkim domownikom). Trzymajcie za mnie kciuki ;).

piątek, 24 grudnia 2010

Wesołych Świąt

Tak nas pochłonęły świąteczne porządki i inne codzienności, że zapomniałam napisać życzeń. Każdemu kto tu zagląda w imieniu swoim osobistym, a także moich szanownych rodziców chciałam życzyć
ZDROWYCH, WESOŁYCH, BIAŁYCH  
(choć u nas odwilż i z pięknej bieli robi się brudna maź) 
I RODZINNYCH ŚWIĄT BOŻEGO ARODZENIA

U nas choineczka już stoi, a jest większa nawet od mojego tatuńka. Pomagałam rodzicom ją ubierać. Najbardziej podobało mi się odwijanie  cukierków z papierków. Mama kazała mi je wieszać, ale ich miejsce jest przecież w moim brzuchu. Na choince wiszą też nasze śmieszne aniołki. Zrobiliśmy je z makaronu i modeliny, a później pomalowaliśmy farbami. Kilka z nich uległo wypadkowi podczas zawieszania. Nie wiem czemu to akuratnie ja je wieszałam... Porządki świąteczne to też miła sprawa. Rodzice zabrali się za to dość późno, ale efekt jest. Ja pomagałam mamusi w porządkach u mnie w pokoiku. Ona wyciągała wszystkie zabawki, wycierała kurze i układała je na swoje miejsce. Wtedy ja wkraczałam do akcji. Brałam i bawiłam się tymi poukładanymi zabawkami, a jak mama kończyła nową półkę to te stare zostawiałam i bawiłam nowymi. Długo nam zajęło to sprzątanie. Mama chyba nie była zadowolona z mojej pomocy, ale się udało.

***
Mama już od jakiegoś czasu opowiada mi o Bożym Arodzeniu i wczoraj chciała się pochwalić tacie jaka ja jestem mądra i jak dużo wiem:
- Majeczko kto się urodził w Boże Narodzenie??
Mama to zawsze pyta jak ja jestem zajęta, akuratnie bawiłam się gumowym kotkiem
- Nie wiem - odpowiedziałam z nadzieją, że zrezygnuje
- Ooo - posmutniała - to może kotek wie??
- Tak, Pan Jezus - odpowiedziałam dumnie za kotka
- A gdzie ten Pan Jezus się urodził??
- W łazience....

poniedziałek, 20 grudnia 2010

Czuć już Święta

 (Podczas robienia ozdób)
Już powoli czuć zbliżające się Święta. Gdy usłyszę "Boże Narodzenie" dostaję wypieków i zaczynam skakać i wołać "Mamo słyszałaś Boze Nalodzenie". Choinka jeszcze nie ubrana, ale już czeka na przystrojenie. Dziś po nią specjalnie pojechaliśmy, aż za Częstochowę. Wędrowałam z rodzicami wśród drzewek i wybraliśmy naszą choineczkę. Parę dni temu przyszykowaliśmy, całą trójką parę ozdób. Starałam się uczestniczyć czynnie w tych działaniach. Wyszło jak wyszło, rodzice mieli więcej sprzątania, ale sami tego chcieli. Poza tym w tym roku moja babcia Ania i dziadek Marek dmuchali tort ze świeczkami. Podobno nie mieli urodzin tylko jakąś 30-stą rocznicę. Mama mi tłumaczy i tłumaczy jak to z tymi mężami i żonami jest, ale ja to wiem tylko tyle, że "Kofam naszego mąza".  Mama ciągle mówi, że to jej mąż, a mój tatuń. Czemu nie może być naszym "mązem"??
Rodzice ciągle się śmieją gdy słyszą:
- Mamo przyjechał twój mąz
- Pocałuj swojego mąza
- Mój mąz
Wracając do babci i dziadka to wczoraj był taki duży obiad, na którym była nasza rodzinka. Śpiewaliśmy nawet Sto Lat i pozwolili mi dmuchnąć świeczuszki na torcie. Fajnie było. Gdy wróciliśmy do domu mama położyła otwartą torebkę na łóżku i zasiadła do komputera, a tata zajął się swoimi sprawami. Ja zajęłam się portfelem mamy:
- Majeczko nie ruszaj mojego portfelika - powiedziała mama (nie odwracając się do mnie) gdy po dźwiękach domyśliła się co się dzieje.
- Ja sobie pieniazka wezme- uspokoiłam ją
- Myszko mówiłam Ci, że nie wolno wyciągać pieniążków. Mama może Ci dać, ale sama nie możesz zabierać. - mówiły do mnie plecy mamy
- Pieniazkami trzeba się dzielić - oznajmiłam zgodnie z  mamy teorią, że trzeba się dzielić z innymi
- Hahaha... Majeczko pieniążkami może się podzielić z tobą mamusia, ale nie możesz ich brać sama z portfela - ja to się muszę dzielić, a ona nie??- zostaw mój portfelik, proszę.
- To ja sobie pożyczę te pieniążki. Do mojej skalbonki.
Mama śmiała się głośno i w końcu podzieliła się pieniążkami, a moja skarbonka zrobiła się cięższa.
(Szukając naszej choineczki)

niedziela, 12 grudnia 2010

Życiowe dialogi


- Patrz mama biegam jak pantelufa...
- Jak kto?? - spytała zdziwiona mama
- No jak pantera !!
- Aha biegasz szybko jak pantera - mama się uśmiecha
- Tak jak pantelufa...
 ***
Żeby mama się nie nudziła podczas gotowania często towarzyszę jej w kuchni (choć czasami się zajmę czymś innym ku radości mamy).  Pewnego popołudnia gdy mama obierała marchewki,  ja biegałam w kółeczko. Miałam uniesioną koszulkę, ukazując swój brzuch:
-Patrz mamo taniec brzucha!!
Teraz już wiem, że brzuch wcale nie musi się tak szybko przemieszczać.
***
Zainteresowało mnie samodzielne odkręcanie wody w umywalce i mama mi pokazała jak to się robi. Gdy tak sobie myłam rączki mama w końcu powiedziała:
- Majeczko, ale rączki już umyłaś to zakręć wodę.
- Dlaczego?? - spytałam zdziwiona bo spodobało mi się to samodzielne mycie.
- Bo wodę trzeba oszczędzać. W Afryce (...) dlatego trzeba wodę szanować. - zakończyła mama tłumaczenie, a w międzyczasie zakręciłyśmy wodę.
Ponieważ słuchałam uważnie co mama mówi, rzekłam głośno i wyraźnie (zwracając się do kurka z wodą):
- SZANUJ SIĘ!!
***
Gdy mama robi śniadanie to ja jej albo pomagam, albo oglądam bajki. Moja pomoc polega na tym, że mama mnie sadza na blacie koło deski gdzie przygotowuje kanapki. Czasami pozwala mi posmarować kromkę chlebka masłem, czasami wrzucam torebki herbaty do kubków no i rzecz jasna podjadam i zadaję mnóstwo pytań. Parę dni temu podczas tego obrządku mama postawiła mleko na kakao, paróweczki, wodę na herbatę, zaczęła  robić kanapeczki i odpowiadała na moje pytania. Nagle mleko wykipiało i trochę się przypaliło.
Mama rozbudziła się całkiem i podjęła działa naprawcze szkody, gadając przy tym dużo, gdy już kończyła swoje wywody dodała:
- Majeczko bądź chwilkę cichutko i pozwól mi się skupić...ehhh
- Dobze pozwalam Ci. Skup się - po tym stwierdzeniu zapadła 30 sekundowa cisza i pytałam dalej.....

(w zimowym kapelutku od Św.Mikołaja :) )