![]() |
| ZDJĘCIA |
Teraz to ona się mnie prosi, żebym ją trzymała za rączkę. To była tylko jedna z zimowych atrakcji, którą przygotowali dla mnie rodzice (z mniej ważnych to byłam z tatusiem w kinie, na lodach i dostałyśmy fajną grę z hipciami - nawet Lenek w nią może grać, sanki, jabłuszko, wizyta w sali zabaw, wizyta u koleżanki i odwiedziny koleżanki). Wzięli mnie też na narty. Raz miałam lekcję z panią i było superaśnie. Nie chciałam schodzić ze stoku. Tata kupił karnety, wpiął narty i... porażka. On się w ogóle nie zna na nauce jazdy na nartach. Zjechałam 4 razy i 3 razy się wywróciłam, a przez całą godzinkę z panią ZERO!!! Do tego raz się wbiłam w słomę którą obłożony był koniec trasy (właśnie na takie przypadki). Dwa dni później miałam mieć kolejną lekcję, ale na innym stoku i z panem. Ponoć oni mogą uczyć lepiej od pań, ale ja jestem innego zdania. Mama na samo wspomnienie tej lekcji dostaje palpitacji serca (tak mówi). Było tak, że jak zobaczyłam tego "młodego i miłego" (wg mamy) pana powiedziałam "NIE". Poszłam na mały kompromis i wpiełam narty. Później się rozpłakałam i przez 40 minut namawiano mnie (prośbą, szantażem, groźbą), żebym chociaż spróbowała. Zjechałam 3 m i skończyłam indywidualną lekcję za którą trzeba było zapłacić. Najgorsze jest to, że mama powiedziała: - Jak się nauczysz skręcać, to kupimy chrupki (u nas to rzadko takie rarytasy).
Nie nauczyłam się, więc chrupek nie było. Później czekałyśmy na tatę, który jeździł. Mama była zła, ja płakałam o chrupki. Byłam nawet gotowa na tą lekcję, ale z tatą. Nie wiem o co tym rodzicom chodzi. Mówili do mnie dużo, a ja kiwałam głową że rozumiem. Było mi trochę smutno, bo byli tak rozgniewani, że nie wzięli nas już na obiecany basen. Do tego okazuje się, że za tą lekcję muszę zapłacić z pieniążków z własnej skarbonki. Jakoś się tym nie przejęłam, po co tracić nerwy na takie głupstwa. Zupełnie nie rozumiem tej mamy.
Będą mi znowu dawać kasiorę, ja będę wrzucać do skarbonki i na wiosnę uzbieram na rolki. Może dostanę na imieniny, albo na dzień dziecka? Bez okazji też przecież czasami się dostaje prezenty. Jak już o tych prezentach mowa, to przypomniałam sobie, że były urodziny mamy. Zrobiłam dla niej laurkę, na kilka dni wcześniej. Ohhh mama nie chciała wiedzieć co jej narysowałam, bo chciała mieć niespodziankę. Korciło mnie jak nie wiem, żeby jej powiedzieć i pokazać. W końcu nastał ten dzień, obudziłam się chyba jakoś wcześniem bo było bardzo ciemno. Przydreptałam do mamy do łóżka:- Mamo mogę Ci już dać laurkę?
Nie wiem czy nie była ciekawa tego co narysowałam, ale kazała mi iść spać.

No jak mama mogła nie być ciekawa laurki w dniu swoich urodzin?! Skandal!!!!
OdpowiedzUsuńTeż mnie to oburzyło!!Jak mogłaś??Takie poświęcenie, dziecko w środku nocy wstało, żeby Ci radość sprawić :P :P
OdpowiedzUsuńAaaa w sumie też jestem oburzona, a po akcji na stoku byłam wstrząśnięta i dochodziłam do siebie 2 dni.
OdpowiedzUsuń