![]() |
| ZDJĘCIA |
- zamknijcie oczy.....Teraz otwieramy!!
Przed nami otwarte drzwi do sąsiedniego pokoju, a za nimi szopka. Piękne kolorowe figureczki, do tego ruchome. Stałyśmy i patrzyłyśmy i wydawałyśmy okrzyki (ja pierwsza, Lena za mną). Później mąż tamtej pani zabrał nas do jamy, gdzie było strasznie zimno i ciemno. Była tam taka makieta zamku olsztyńskiego. Ten pan o duchach zaczął opwiadać i nagle przerwał i łubudu coś jakby z dziury w ziemi wyskoczyło. To sam diabeł był. Najpierw zapadła cisza, a później wszyscy w śmiech. Ja i Lena już miałyśmy dość, i o oblężeniu słuchać nie chciałyśmy. Mamie przyznałam się na zewnątrz, że "serce mi o ziemię walnęło", tak się tego diabła zlękłam. Musiałam chwilkę popłakać, a potem wyszedł ten pan od diabła z jamy. Mama chciała poprawić mi humor, a przed chatą z szopką stoi taki domek drewniany i kolorowy. Ma zamknięte drzwiczki, a ja byłam ciekawa co jest w środku. Mama więc zagadnęła pana:
- Co tam pan trzyma w środku?? Maja jest ciekawa...
- Ah te kobiety i ich ciekawość - zaśmiał się pan - Chodźcie zobaczymy co tam jest.
No i pan otwiera drzwi z takim rozmachem, a tam wstrętna babajaga. Nieco się wystraszyłam, ale nie tak jak diabła. Wcale nie dlatego nie chciałam sobie zrobić zdjęcia z tą babąjagą. Nie miałam ochoty i tyle. Później mama kupiła aniołka do swojej kolekcji i poszliśmy na plac zabaw. Ja i Lenka lubimy place zabaw. Kacper się nieco nudził, a może zabawa aparatem jest ciekawsza? Po harcach byłyśmy gotowe na zdobycie ruin olsztyńskiego zamku. Wieczorem rodzice zostawili nas u babci i dziadka, i zabrali gdzieś Kacpra. Dziś się dowiedziałam gdzie go zabrali, i trochę miałam żal, że mnie zostawili. Jest taka zabawa GEOCACHING, czyli szukanie skrzynek.
Najpierw tatuś w komputerze patrzy na współrzędne GPS i wszystkie potrzebne informacje żeby je znaleźć, a potem jedziemy i szukamy. Dziś znaleźliśmy aż 5. Jedną ja znalazłam sama osobiście, bo leżała na ziemi (ktoś albo coś musiało ją zrzucić z drzewa). Inna była na cmentarzu żydowskim. Tam byliśmy wszyscy pierwszy raz. Szło się przez lasek, a drzewa porośnięte były bluszczem, dookoła poprzewracane nagrobki i komary. Odtańczyliśmy taniec antykomarowy, ale to pomagało tylko trochę, a tatuś jako jedyny odważył wejść w pokrzywy, które były większe od niego. Był naszym bohaterem, zwłaszcza gdy się okazało, że musi tam wrócić (bo uciekając wziął ze skrzynki ołówek), a nikt nie chciał powtórzyć jego wyczynu. Z resztą ja poparzyłam sobie nogi. Co będzie jutro?Na koniec się pochwalę. Podjęłam próby jazdy na rowerze na dwóch kółkach. Kiedyś już próbowałam, ale po przejechaniu 3 metrów przewracałam się. Teraz idzie mi już lepiej, choć zakręty to są trudne (w lewo jest znacznie łatwiej).

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz