Już sierpień
Zrobiłam sobie tylko tycią przerwę w pisaniu (bo przecież nie mam na to czasu) i trochę się boję, że nie o wszystkim napiszę. Dzięki zdjęciom łatwiej odświeżyć sobie pamięć, szkoda tylko że rodzice robią ich w tym roku znacznie mniej. Zanim zawieźliśmy Kacpra do Stalowej Woli rodzice zabrali nas jeszcze na wycieczkę do zamku w Pszczynie. Spacerowaliśmy po salonach, pokojach, salach, komnatach i wspominając śmiało mogę powiedzieć, że mi się podobało. Oczywiście, żeby nie było zbyt miło zarzuciłyśmy z Lenką po małym foszku. Siedziałyśmy na parkiecie i buntowałyśmy przeciw niesprawiedliwości jaką jest fakt, że dorośli mają zawsze rację. To znaczy mnie to bardzo zabolało, że pokój muzyczny okazał się pokojem do pracy, a Lena trochę mnie wsparła. Później nam przeszło i poszliśmy do ZAGRODY ŻUBRÓW. Tam to mogłybyśmy zostać dłużej. Wygłaskałyśmy wszystkie zwierzątka, które się tylko dały (sarenki, kaczki) żywe i wypchane. Wracając do auta znowu zarzuciłam foszka. Poczułam się trochę zazdrosna o to, że Kacper pcha wózek z Leną. To ja chciałam być bardziej pomocna. Ten błahy na pozór problem urósł do rangi katastrofy. Dzień był zbyt krótki na wszystkie atrakcje, a do tego jeszcze podróż w korku. Innego dnia wybraliśmy się do Kłobucka, nad wodę. Ostatnio ciągle tam jeździmy bo pogoda na nic innego nie pozwala. Dzięki tym wycieczkom i długim kąpielom czuję, że jest prawdziwe lato. Oczywiście przy każdej okazji szukaliśmy skrzynek. Trochę się denerwuję gdy ktoś inny je znajduje. Znowu przywilej wieku i wzrostu. Bo wiecie starsi są sprytniejsi i do tego łatwiej im znaleźć coś co jest na wysokości ich oczu. W środę, 24 lipca pojechaliśmy do Stalowej Woli pokazując po drodze Kacprowi Bramę Twardowskiego i Źródełka w Złotym Potoku. Ja i Lena byłyśmy zachwycone, a Kacper oświadczył że zdecydowanie bardziej podobają mu się ruiny zamku, zamek w Pszczynie i ruchoma szopka w Olsztynie. Po długiej podróży dotarliśmy do domu Kacpra i do wszystkich babć, dziadziów, cioć i wujków. Rodzice tak jak postanowili wyruszyli w swoją podróż. Nas zostawili pod opieką babci Krysi, babci Stasi, wujka Bartka ale rządzić miała ciocia Karinka. To były wakacje.
Chodziłyśmy spać o północy, grałyśmy na komputerze i oglądałyśmy bajki po 22. Jeździliśmy nad wodę bo ciągle panowały tropiki, odwiedzaliśmy rodzinkę, chodziłyśmy na huśtawki, a nawet szukaliśmy skrzynek. Rodzice w tym czasie pojechali do Kazimierza Dolnego, a później do Warszawy. Oczywiście szukali skrzynek, a oprócz tego robili coś bardzo dziwnego, spacerowali po Łazienkach. Jest to o tyle dziwne, że jak się wejdzie do naszej łazienki to można zrobić zaledwie trzy kroczki, a o spacerze to można zapomnieć. Widocznie w Warszawie mają nieco większe Łazienki i to z wiewiórkami. Wcale nie ucieszyłam się na widok mamy i taty. W Stalowej było mi bardzo dobrze i nie chciałam wyjeżdżać. Niestety trzeba było. Teraz odwiedzili nas ciocia Asia i wujek Łukasz. Ja uciekłam do babci na nocki bo przecież nie przepadam za gośćmi. W niedzielę nie uniknęłam kontaktu z nimi i jak zwykle okazało się, że nie potrzebnie się obawiałam. Dzięki tej ucieczce spędziłam sobotę na wsi gdzie bawiłam się z Julką. Teraz przed nami wyjazd wakacyjny...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz