środa, 5 czerwca 2013

Deszczowe dni



W Złotym Potoku (zdjęcia)
Już dawno chciałam usiąść przy komputerze i napisać kilka zdań, a pogoda temu wybitnie sprzyja. Sprzyja też skakaniu po kałużach i siedzeniu w domu. Mogłam więc wykorzystać ten czas i napisać. Niestety tatuń też postanowił pracować z komputerem. Rozkręcił go i chyba cztery dni próbował naprawiać, bo chciał go ulepszyć. Jeszcze nie jestem pewna czy działa lepiej...
27 maja w moim przedszkolu odbyło się przedstawienie dla rodziców z okazji ich święta. Śpiewaliśmy, mówiliśmy wierszyki, a rodzice byli zachwyceni. Na koniec dostali od nas małe upominki i patrzyli jak wcinamy poczęstunek, który dla nich przygotowały ciocie. Parę dni później był upragniony dzień dziecka. Rodzice wzięli mnie do sklepu gdzie miałam wybrać sobie zabawkę. Pomysł okazał się kiepski bo półki były przerzedzone, a między regałami kotłowało się dużo dzieci i ich rodziców. Ostatecznie zakupiłam sobie lalkę, z której jestem zadowolona, a Lena dostała klocki DUPLO (które bardzo lubi). Najważniejszym wydarzeniem z okazji naszego święta miała być wycieczka z przedszkola. Mieliśmy pojechać do zaczarowanego lasu. Trochę się obawiałam się tego wyjazdu, bo miała być tam sama BABAJAGA. W poniedziałek o 7:30 stawiłam się w przedszkolu i okazało się że wycieczka została odwołana ze względu na deszczową pogodę. Sama nie wiem, ale chyba trochę mi ulżyło...
Nasza Marta
Lenka od jakiegoś czasu jest zakochana w śwince Pepie i jej bracie. Teraz oprócz bajek na TV każe sobie czytać książeczki o rodzinie świnek i często z nimi zasypia. Bardzo lubi skakać w kałużach i nie wiadomo czy to dlatego, że jej idole bardzo lubią taplać się błotku, czy dlatego że wszystkie dzieci to lubią. Do tego dziś nakrzyczała na pewną panią gdy ta zbliżała się do kałuży:
"To moje boto!!!"
Z resztą wszystko jest Lenki
"To moje łiłi"(zjeżdżalnia); "To moje husiu"; "To moje łułu" (przejście podziemne) itd....
Buduje coraz ciekawsze zdania, a gdy brak jej słów (co jest częste) używa bardzo łatwego i oczywistego zwrotu "eeee" np. "Mamo eeee" (mamo nacignij mi skarpetki, zapnij bluzę...). Największe zainteresowanie w naszym domu wzbudza ostatnio Marta ("Mata, Mata"). Tata gdy wchodzi do kuchni (gdzie stoi nowa, duża klatka) woła "Marta, Marta pancio przyszedł", my mówimy po prostu "Cześć Marta". Bierzemy ją na ręce, a ona chyba zaczyna nas lubić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz