środa, 30 stycznia 2013

Ha ha brrm brrm

Jak wynika z tytułu posta dziś będzie o kuligu. Maja wreszcie poszła do przedszkola, więc dla odmiany ja napiszę parę słów. Przez cały weekend sypał u nas śnieżek, ale prognozy mówiły (i co się sprawdziło), że idą cieplejsze dni. Wiadomo co się wtedy dzieje: ciapa, chlapa i najlepiej siedzieć w domku. W poniedziałek Jaja jeszcze nie poszła do przedszkola i to miał też być ostatni dzień mrozów. Tatuś postanowił wcielić swój plan w życie (wcześniej nie mógł bo Jaja była chora) i rano odszukał namiary na organizatora kuligów. Po obiedzie rodzice zapakowali nas do auta i zrobiło mi się ciepło, przyjemnie auto brumkało, radio nuciło i błogo usnęłam. Obudziła mnie rozmowa o koniach:
Mama: To chyba tu po lewej te koniki były?
Jaja: Gdzie, gdzie?
Tata: Nie to po prawej będzie.
Jaja: Gdzie są konie, nie widzę.
Lena: Ha ha
W końcu się zatrzymaliśmy, wszędzie było pełno śniegu i wciąż sypał nowy. Czekały na nas sanki, dwa ha ha (konie), oczywiście pam (czyli pan) i hał hał (pies). Opatuleni wsiedliśmy do sań, które przypominały ogromną wannę. Najpierw trzymał mnie tata, a Jaje mama, później na moje wyraźne życzenie się zamieniłyśmy miejscami. Byłam nieco zaspana i przestraszona (bo ja z natury jestem strachliwa). W końcu zrozumiałam co się wyprawia :
Ha ha brrrm brrm
Co znaczy, że konie nas ciągnęły. Gdy już oswoiłam się z dziwną sytuacją zaczęłam się wygłupiać z Jają. Najbardziej podobała mi się obserwacja psa, który pojawiał się raz z prawej, raz z lewej, szczekał na obce psy, przechodzących nieznajomych. Jechaliśmy przez pola, lasy, niektóre dróżki były tak przysypane, że nie było wiadomo, że tam są. Sanie wtedy przechylały się to w prawo to w lewo. W lesie trzeba było uważać na gałązki i na spadający z nich śnieżek. Po godzince konie odwiozły nas do naszego auta i odjechały, a my głodni i zadowoleni wróciliśmy do domu. We wtorek Jaja poszła już do przedszkola, bo były występy dla babć i dziadków. Wszystko wyszło bardzo ładnie, chociaż pani powiedziała, że próba była nieco lepsza. Nasza Jaja i jej koleżanka Nicola dostały śmiechawy i nie mogły się na początku uspokoić, ale potem wszystko ładnie powiedziały. Na przedstawieniu było tylko 10 dzieci, reszta jest nadal chora.
Zapomniałam zaznaczyć, że kulig to był prezent urodzinowy dla mamy. W niedziele odbywały się takie małe uroczystości i nawet mieliśmy niespodziewanych gości (ciocia Aga i wujek Paweł). Muszę wam powiedzieć, że robię się coraz śmielsza. Tylko trochę i na początku obawiałam się naszych gości i jak zwykle chroniłam się w objęciach mamy i taty. Później nawet pozwoliłam się potrzymać na rękach. Mama była zaskoczona i zadowolona.

2 komentarze:

  1. Mikuś cieszę się że udało nam się przyjechać. Mam nadzieję że następny raz pozwoli nam na dłuższe powiedzenie i może na jakiś wypad gdzieś . Ucałuj dziewczynki i Kubę jeszcze zdążysz :) a i następnym razem niech zajmuje się sprawą naszych odwiedzin- lepiej mu to wychodzi . Pozdrawiamy

    OdpowiedzUsuń
  2. Następnym razem Lenka jest cała nasza :)

    OdpowiedzUsuń