| Zdjęcia |
Zima jest nieco nudna. Jak długo można marznąć na spacerach, a do tego te bałwankowe ubrania. Ledwo można się w nich poruszać. Choć muszę przyznać, że od dwóch tygodni mamy piękną białą zimę. Niestety jak się jest nieco chorym to i tak nie biorą cię na długie spacery. W domu ciągle trzeba coś wymyślać, a ja nie z tych co sami sobie coś wynajdą do robienia. Lenie to idzie znacznie lepiej. Ona to weźmie sobie figurki z szopki, które ja dostałam w zeszłym roku, i ma zajęcie na godzinę. Z królem można przecież potańczyć, można Świętą rodzinę położyć spać, przewieźć wózkiem itd... Później zawsze kogoś brakuje, ale w końcu i tak się odnajduje. Ja to lubię gdy rodzice się ze mną bawią, albo coś razem robimy. Z Leną też można przyjemnie się pobawić czy powygłupiać. Wracając do tematu zimy to wtedy łatwiej też się rozchorować. Po powrocie ze Świąt mama nie czuła się na siłach by mnie odbierać z przedszkola więc dostałam tydzień wolnego, później stwierdziła że straszny pogrom w przedszkolach sieją choroby i jeszcze zrobiłyśmy kolejny tydzień laby. W końcu puściła mnie do przedszkola bo miał być bal przebierańców. Zabawa była genialna, przyszedł CLOWN i orgazniował nam różne konkursy i puszczał nam fajne piosenki. Nucę je do dziś : "Ona tańczy dla mnie", "Gangnam style" itd... Byłam przebrana za Czerwonego Kapturka, a pelerynkę z czerwonym kapturkiem uszyła babcia Ania(zupełnie jak w bajce). Ponieważ dużo dzieci było chorych to na sali nie było ścisku (jak rok temu) i można było poszaleć. No i poszalałam i najprawdopodobniej nieco mnie zawiało. W piątek pokasływałam, w sobotę dostałam temperatury, a w niedziele straciłam głos. Chyba nie tylko ja tak odchorowałam ta imprezę, bo w poniedziałek ciocia z przedszkola zadzwoniła, że z powodu niskiej frekwencji dzieciaków przenoszą uroczystości z okazji dnia Babci i Dziadka. Ja już tydzień w domu jestem, ale i tak walczę z utratą głosu. Lenka cieszy się, że ja z nią zostaję bo ona ostatnio polubiła mnie jeszcze bardziej. Od rana słychać "JAJA", czasami wyrwie się jej "Maja". Lubi mnie naśladować we wszystkim, ale jeśli chodzi o mamę to jest zazdrosna. Gdy mama woła mnie żeby uczesać włoski, albo obciąć paznokcie to Lenka szybciutko biegnie i siada na jej kolanach bo ona chce być pierwsza. Mama ma tylko problem gdy Lena chce żeby wpiąć jej spinkę, albo zrobić kucyka. Ja czasami przy czesaniu krzyczę gdy mama pociągnie mnie za włosy. Więc Lena każe się czesać i krzyczy "ał...ał". Gdy mama zdejmuje ją z kolan i mówi, że teraz moja kolej to Lena jest zrozpaczona i rzuca się ze łzami na podłogę. Oczywiście jest dużo nowych określeń ( i takich o których zapomniałam):
baban- banan
babon- balon
kuko- kółko
kaka- kartka
keka- kredka
am- jem lub daj mi jeść
alo, halo - halo
mimi- Mika
ania- anioł, Ania, Hania
dzidzia- dzidziuś
zizia- Zuzia
Umie też złożyć kilka określeń do kupy i powstają jej pierwsze zdania:
"Ciii tata aaa" - cicho tata śpi
"Jaja bam tu" - Maja mnie zbiła tu (choć często jaj jej po prostu oddaję)
Lenek wie gdzie rysuje się kredeczkami, ale oczywiście sprawdziła czy przypadkiem można też rysować na ścianie, meblach i drzwiach. Póki co obyło się bez większych strat.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz