Przygotowany POST:
Ostatnie dni są dość smutne. Rozchorowała się babcia Dzidzia (prababcia) i często goszczą smutne miny u moich bliskich. Mam nadzieję, że babcia szybko wyjdzie ze szpitala i wróci do domku. Ani ona, ani ja nie lubimy lekarzy i białych fartuchów.
Teraz chciałam coś sprostować. Autorem urodzinowego wierszyka nie jest ciocia Karinka, ani babcia Krysia (a takie podejrzenia były). Babcia wątpiąc w swój talent poetycki sięgnęła do tzw. gotowców. Autor tego poematu jest nieznany, ale i tak bardzo przypadł mi do gustu wierszyk o zwierzątkach i balonikach.
Krótkie opowiastki:
Wracając ze spaceru zerwałam dla mamy kwiatuszka. Ona stwierdziła, że to koniczynka i do tego czterolistna. Ponieważ zerwałam tylko jedną i to TAKĄ mamusia stwierdziła, że pewnie wszystkie są "szczęśliwe" i poszła się przyjrzeć reszcie. Sama może raz życiu trafiła na taki okaz. Okazało się, że reszta była trzylistnych. Taki traf....
***
Teraz o sikaniu. Opanowałam już do perfekcji wołanie na nocniczek. Ostatnio poszłyśmy na zakupy (bez pieluchy). Po drodze wołałam "siku, siku, siku", ale okazało się jednak, że mi się nie chce. Gdy podczas kupowania (mama już płaciła) ponowiłam wołanie, mama błagalnie powiedziała "trzymaj kochanie". Jaka była zdziwiona gdy 3 sekundy później siedziałam w kałuży sików. Dobrze, że było ciepło... Dla pociechy mamy, mogę dodać tylko tyle, że miała szczęście że nie niosła mnie na barana. Moja koleżanka Marysia (młodsza, 17 miesięcy) tak właśnie załatwiła swojego tatuńka na spacerku (hihi)... Z Marysią na huśtawce
***
Dalej o sikaniu. Oprócz tego, że wołam "siku, siku, siku" chcę już sama siadać na nocniczek (mama mi tylko spodenki musi ściągnąć, a później SAMA). Tak też było pewnego wieczoru. Zasiadłam wygodnie na moim żółtym tronie. Niestety siedziałam krzywo i wszystko wysiusiało się na podłogę. Mama trochę rozbawiona posadziła mnie na łóżku i wrzuciła do kałuży to co miała pod ręką (moje majtki). Kałuża okazała się sporym jeziorkiem więc pobiegła po szmatę. Jak wróciła ja siedziałam już w tym jeziorku i taplałam się moimi majteczkami. Oj, mama nie była już taka zadowolona.***
W sklepie z ciocią Kalinką i dziadkiem Januszem:- Majeczko tak schudłaś, że muszę Ci kupić worek słodyczy - powiedziała ciocia,
- A może kawałek boczku?? - spytał dziadzio.
Spodobało mi się i zaczęłam wykrzykiwać po sklepie:
- Zboczek, zboczek, zboczek!!
Chwilkę później, dziadek strasznie się upierał i ciocia powiedziała:
- Jesteś uparty jak osioł.
Też mi się spodobało, ale nie mogę zapamiętać słowa "uparty" więc:
"Dziadek jest jak osioł..."
W końcu po paru dniach zapamiętałam to rudne słowo - Upalty!!
***
Upał daje nam się we znaki, a niewątpliwą ulgę przynoszą kąpiele. Rodzice zabierali mnie do mojego kuzyna Eliaszka, z którym razem kąpaliśmy się w baseniku. Eliasz choć sporo młodszy, w wodzie czuje się jak ryba i nie krzywi się gdy mu woda nakapie do oczu. Baseniki to fajna rzecz, ale jeszcze lepsze są stawy.Byliśmy w Złotym Potoku, gdzie pluskałam się w Amerykanie. Poznałam Amelkę, z którą nie wychodziłyśmy z wody prawie 3 godziny. Bardzo mi się podobało gdy podpływała do nas rodzina kaczek i ławice rybek. Było ich dużo i miały czerwone ogonki.
Dużo czasu spędzam z moją koleżanką Marysią. Gdy wychodzę na podwórko zaraz pytam "gdzie Malysia?". Marysia nie umie jeszcze mówić i nawołuje mnie po swojemu "JAJA!!!". Bawimy się razem w piachu, wspinamy po drabinkach, huśtamy się i zjeżdżamy ze zjeżdżalni. Zawsze kłócimy się o zabawki, a Marysia uwielbia zabierać mi czapki, opaski i buty. Ja z początku jej na to pozwalałam, ale teraz nie daję sobie w kaszę dmuchać. Najbardziej lubię gdy mama Ola (mama Malysi) zaczyna nas częstować smakołykami. Ona ma zawsze lepsze rzeczy do jedzenia niż mama. Ostatnio przypadły nam do gustu parówki, które wcinamy siedząc na schodach przed blokiem. Trzeba pamiętać, że piciem się nie dzielimy. Każdy ma swój kubeczek. Marysi zawsze się podobają moje, a mi jej napoje i musimy walczyć z pokusą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz