Blog dla moich bliskich, którzy są daleko i nie mogą na co dzień patrzeć jak rośniemy.
wtorek, 21 lipca 2009
Kraków
Pobyt w Krakowie pomału dobiega końca. Bardzo lubię tu być, bo tu jest PIBA. To jest mój ukochany piesek, ostatnio nawet jadam z jej miski. Mamie się to nie podoba, ale jak tylko się odwraca to ja coś podkradam z pibowej michy. No i jest babcia, która lubi chodzić ze mną po schodach (mamie szybko nudzi się ta zabawa i zaraz wymyśla, że musimy gdzieś iść). Mama mówi, że zrobiłam szalone postępy w chodzeniu. Bardzo lubię sama spacerować. Czasami mam problemy z zawracaniem i hamowaniem, ale i z tym radzę sobie lepiej z każdym dniem.
Dużo wędrujemy, bo jest piękna wakacyjna pogoda. Pierwszy raz jeździłam autobusami MPK. Nie było tak strasznie, ale nie ma jak autkiem z tatą. Mama zabrała mnie też do fotografa, który zrobił mi smutne zdjęcie do paszportu. Byłam też w Tyńcu, na Wawelu, w parku Jordana, ZOO. Pojechaliśmy nawet do Stalowej Woli do prababć. Wszystko fajnie, ale i tak tęsknie już za domkiem i trochę za tatą.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz