Blog dla moich bliskich, którzy są daleko i nie mogą na co dzień patrzeć jak rośniemy.
piątek, 10 lipca 2009
7 LIPIEC
W poszukiwaniu zaginionego zamku...
Tym razem wybraliśmy się do Ostrężnika. Mieliśmy tam podziwiać jaskinię, ruiny zamku i zrobić sobie miły spacerek po lesie. Jaskinię znaleźliśmy bardzo szybko, niestety zamek przepadł jak kamień w wodę. Chodziliśmy i szukaliśmy... Z mapy wynikało, że znajduje się on tuż obok jaskini. Jakąś godzinę później okazało się, że mapa nie kłamie. Zaginiony zamek znajdował się nad jaskinią. Mama sobie przypomniała, że jak okrążaliśmy wzniesienie, w którym jest jaskinia to widziała schodki (to nie te na zdjęciu, ale bardzo podobne). Nie dało jej to do myślenia... Kiepski z niej byłby detektyw. Na szczęście tata znalazł pozostałości murów zamku i cel został osiągnięty. Na dalszy spacer brakło już czasu ponieważ czekała mnie jeszcze jedna wizyta. Niestety nie była ona przyjemna. Rodzice wzięli mnie do pani doktor na szczepienie. Strasznie mnie bolało i ja już tam więcej nie chcę iść :(
Od mamy:
Za radą jednego z głównych domowych informatyków wprowadzono jedną małą zmianę. Teraz nie trzeba być zalogowanym by pozostawić komentarz. Przynajmniej tak mi się wydaje.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Oj szczepienie, szkoda, ze jeszcze nie biegasz, bo dalabys dyla i tyle by cie widzieli! Ja tez nie wspominam dobrze szczepien i wizyt u lekarzy. Zazwyczaj konczyly sie sferami, a to skopalem jakiejs pielegniarce brzuch, bo jak mnie trzymali - wlasnie do szczepienia - to zapomnieli, ze oprocz rak, glowy i zwinnago tulowia, to mam jeszcze nogi... A innym razem, to skopalem u lekarza szklana szafke. Chyba sie nic nie roztrzaskalo, bo nie pamietam, by mnie ktos z tego powodu szykanowal pozniej... Ale tak latwo do gardla nie dalem sobie zagladnac! Niestety czasem takie lekarskie i pielegniarskie tortury sa niezbedne. Jak sie jest prawdziwie chorym, to juz obojetnie, czy cie kluja, czy cie badaja... Ale nikomu - szczegolnie w naszym systemie sluzby zdrowia - nie zycze bliskich kontaktow z lekarzami...
OdpowiedzUsuńBardzo ciekawie wedrowaliscie, oj bardzo ciekawie... Zamki zazwyczaj stawiano na wysokich gorach, bo to nie byly tylko domki do mieszkania, ale tez byly to warownie przed zlymi ludzmi. Latwiej wiec bylo sie bronic widzac przeciwnika z gory... Zycze dalszych mileych wedrowek!!!!