niedziela, 14 czerwca 2009

W naszym domku zamieszkały dwa nowe stworzenia : kot - Bazyl i pies - Oregon. Dla mnie Oregon to i tak Piba a kot to po prostu kicia. Z początku bałam się ich trochę, ale teraz nie boję się już ani ani. W sobotę odwiedził nas dziadek Janusz, ale zapomniał wziąć ze sobą ładną pogodę. Pół dnia lało, a przez kolejną część było brzydko. Na szczęście udało nam się trochę pospacerować. W szybkim tempie pokazaliśmy mu atrakcje Janowa. Następnym razem bez słonecznej pogody nie przyjmujemy...
Dziś odwiedziliśmy ciocię Irenę i wujka Łukasza, była z nami ciocia Ania. Bardzo mi się podobało bo była ładna pogoda i tam jest taki fajny ogród. Mogłam sobie pospacerować. Po raz pierwszy puściłam się i chodziłam tylko za jedną rączkę. Tam była też taka duuuuża Piba, ale wszyscy wołali na nią Feta. Wygłaskałam ją bardzo, a jej się to chyba podobało. Moją Pibę i tak kocham najbardziej...
ZDJĘCIA

2 komentarze:

  1. Ale wszyscy mowia, ze gdzie jak gdzie, ale w Czestochowie od kiedy tam Maju zamieszkalas, to zawsze swieci slonce. A wiec cos nie tak z ta pogoda! No tak, widze ze bardzo lubisz zwierzeta. Pewnie kiedys swiety Mikolaj przyniesie ci jakiegos kotka, a moze pieska? Takiego prawdziwego. Pewnie i rodzice byliby z tego bardzo radzi, bo oni lubia zwierzatka. A szczegolnie twoja mama. Kiedys pewnie, jak juz dorosniesz, zaprowadzi cie do prawdziwych koni. Ona przeciez szalala nakoniach, ale jak spadla z konia, to juz sie troche boi... A zaspiewaj jej ulubiona piosenke o tym, jak ksiezniczka Anna spadla z konia. Zobaczysz jaka bedzie zadowolona!!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Majo! A gdzie ty sie podziewasz? Juz zupelnie sie zapuscilas w pisaniu swego bloga! Nie mozna tak dlugo czytelnikow trzymac w napieciu z pytaniem: co bedzie dalej!

    OdpowiedzUsuń