środa, 30 lipca 2014

Wakacje cz. 4

Ostatnie dni strasznie się ciągną. Często tak jest jak tata wyjeżdża do pracy, a nam zostaje włóczenie się po pobliskich placach zabaw. Za to mamy dużo czasu na zabawy koleżankami, chociaż teraz większość z nich jest poza Częstochową. Trzeba mieć dużo szczęścia żeby kogoś spotkać. Miło powspominać nadmorskie lenistwo, ciepły piasek i wodę. Zwłaszcza, że zalewa nas fala upałów (od dwóch dni przerywanych burzami) i fajnie by było ochłodzić się w morzu. Do opisania została nam ostatnia część "NASZYCH WAKACJI":

13 lipiec
Rynek we Wrocławiu jest piękny, ale głośny.
ZDJĘCIA
Nad Gąski nadciągnęły ciemne chmury. Dzięki temu łatwo nam było pożegnać się z morzem. Nie wiedziałyśmy z Lenką, że czeka nas znowu taka długa droga. Najgorzej było gdy komuś zachciało się siku, a jechaliśmy autostradą, wzdłuż której nie było jeszcze parkingów. O postoju i krzaczkach nie było mowy, a znaki informowały że do najbliższej stacji zostało 30 km. Wszystko byłoby dobrze, ale okazało się że trzeba było zjechać z autostrady, a nikt z nas nie zauważył znaków (albo ich nie było). Kolejna stacja miała być za 60 km. Sytuacja nas zmusiła i trzeba było opuścić tą autostradę... Późnym popołudniem dotarliśmy do Wrocławia, zameldowaliśmy się w hostelu i ruszyliśmy w miasto. Szukaliśmy krasnali, co sprawiało mi i Lence ogromną frajdę. Wieczorem, a może już w nocy pojechaliśmy zobaczyć pokaz multimedialnej fontanny. Powiem szczerze, że dawno już nic nie wywarło na mnie tak ogromnego wrażenia. Te kolory, obrazy i muzyka... Z otwartą buzią oglądałam występ fontanny, a Lena wtulała się w mamę (dla niej było zdecydowanie za głośno). W drodze powrotnej usnęłyśmy z Lenką, te 7 minut podróży pozwoliło nam się zregenerować. W hostelu miałyśmy jeszcze dużo energii, ku przerażeniu zmęczonych rodziców. Rano mama tradycyjnie zawołała nas do czesania. Nie jest tajemnicą, że Lenka gardziła gumeczkami i spinkami. Czasami dała sobie zrobić kitkę, ale szybko ściągała ozdoby z włosów. Ostatnimi dniami była łaskawsza dla "dzieł" mamy. 14 lipca mama zrobiła Lence dwie kitki i powiedziała:
Na karuzeli.
 - Lenko idź do lustra, zobacz jak ślicznie wyglądasz.
Lena podeszła do wielkiego lustra i przeglądała się z uśmiechem:
- Mamo ja jestem dziewczyną, ja naprawdę jestem dziewczynką!!

Po tym radosnym odkryciu ruszyliśmy na śniadanie, a później do ZOO. Żar lał się z nieba, a my wędrowaliśmy wśród małpek, żyraf, słoni, lwów i innych zwierzątek. Budują  tam takie ogromne akwarium (i nie tylko), które się będzie nazywać AFRYKARIUM i można będzie tam oglądać np. pingwiny. Projekt i budowa wygląda imponująco.Spacer zaliczamy do udanych, ale w rankingu naszych ulubionych ZOO Opole wciąż prowadzi. Później wróciliśmy do centrum gdzie w parku obok teatru lalek znajduje się bajkowa karuzela. Kręciłyśmy się na konikach i karocach. Tylko obietnica rodziców, że jeszcze tam wrócimy oderwała nas od tej pięknej atrakcji. Po obiedzie i długim spacerze wróciliśmy do "domu". Następnego dnia wyruszyliśmy na obiecaną karuzelę, a później do Muzeum Mineralogicznego - tam się ogląda kolorowe kamyki. Lubię oglądać książkę taty gdzie jest dużo pięknych,
Dodaj napis
kolorowych kamieni. Teraz mogłam je zobaczyć na prawdę. Po tej wycieczce rodzice zatęsknili już za domem i postanowili skrócić plan dnia. Spakowani, zmęczeni, zadowoleni ruszyliśmy w stronę domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz