Blog dla moich bliskich, którzy są daleko i nie mogą na co dzień patrzeć jak rośniemy.
niedziela, 16 grudnia 2012
Święty Mikołaj
Miałam usiąść przed powrotem taty z pracy i coś napisać, bo wtedy jest więcej czasu. Nie usiadłam, a przecież wypada napisać parę słów o Świętym Mikołaju. Był u mnie, o przepraszam, był u nas. Na pytanie mamy czy byłam grzeczna odpowiedziałam:
- W przedszkolu.
Czyli jak widać wystarczy starać się w przedszkolu i wszystko załatwione. 6 grudnia mama, jak zwykle wstała wcześniej od nas i podreptała zaspana do naszego pokoiku (bo my nadal w środku nocy lądujemy w sypialni rodziców) i potknęła się o pudła. Informacja o wielkich prezentach postawiła mnie od razu na nogi, a i Lena z wielkim nieświadomym zainteresowaniem pobiegła za mną. Niesamowite jest to, że ja zapomniałam o liście do Św. Mikołaja, a On pamiętał o nas. Nawet zostawił list, w którym napisał, że za rok muszę być bardziej zdecydowana co bym chciała dostać od Niego. Szczerze mówiąc jak oglądałam reklamy zabawek w TV to wołałam:
JA: Mamo chcę takiego pieska!
Mama: cisza
JA: Albo nie chcę tego pieska tylko tego kotka!!
Mama: Aha
JA: Ooooo taką kuchnię, albo tą lalkę. Wszystko chcę mieć.
Mama: cisza
Na całe szczęście Mikołaj podsłuchał kiedyś jak powiedziałam, że chciałabym taki komputerek jak ma Malwinka. Taki właśnie dostałam i jestem bardzo zadowolona z takiego prezentu. Z żalem poszłam tego dnia do przedszkola. Lenek dostała lalkę bobasa. Wiecie ja mam bardzo dużo zabawek i pozwalam się nimi bawić Lenie, ale one są moje. Lala została nazwana Zuzia (bo "Zuzia lalka nieduża" to ulubiona piosenka mojej siostrzyczki). Niestety okazało, że prezent Leny był sprawny inaczej i mama wysłała go z powrotem do Mikołaja. Mama to się zna na tych mikołajowych tradycjach jak mało kto. Mikołaj naprawił Zuzie i wysłał do nas elfa z naprawioną lalą:
Dzwonek do drzwi, mama poszła otworzyć, a my zostaliśmy w dużym pokoju
Mama: O dzień dobry.
P.ELF: dzień dobry, pani Wojtal??
Mama: Tak. Pan Elf?
P.ELF: ...cisza
Mama: No z prezentem od Świętego Mikołaja?
P.ELF: ...No tak.
Podobno miał zielone rajstopy, ale jak się zorientowałam co się dzieje to jego już nie było. Naprawiona Zuzia jest fajna i trochę się o nią kłócimy. Trochę pogubiłam się w tej mikołajowej opowieści. Wracając do 6 grudnia. Oprócz zabawek Mikołaj przywiózł nam mróz, śnieg i osobiście odwiedził nas w przedszkolu. Wcale, a wcale się Go nie bałam. Popołudniu Częstochowa zrobiła się biała, a wieczorem gdy wracałyśmy z mamą z moich dodatkowych zajęć w Bystrzaku trzeba było odśnieżać auto. Nic by nie było w tym dziwnego, gdyby mama w tym śniegu nie zgubiła kluczyków do auta. Trochę się tym zdenerwowała bo nie mogła ich znaleźć. Później rozładował jej się telefon. Historia ta miała szczęśliwe zakończenie, bo wiecie... pierwszy raz jechałam taxówką. Dopiero to moje odkrycie rozbawiło nieco mamę. Do tego, następnego dnia babcia Ania znalazła kluczyk i obeszło się bez dorabiania. Okazało się też, że Mikołaj zostawił prezent u babci Ani, a w sobotę Mikołaja spotkali dziadek Janusz i ciocia Karina. Nazbierało się tych prezentów. W niedzielę poszłyśmy z mamą i moimi kuzynami do teatru na sztukę "Niesamowita przygoda robaczka Kłaczka". Trochę się bałam i wtedy ściskałam mamę mocno za rękę. Jakoś zapewnienia mamy, że wszystko się dobrze skończy do mnie nie trafiały. Choć, jak to czasem bywa, miała racje. Po przedstawieniu przyszło, aż dwóch Mikołajów i wręczali dzieciom prezenty. Mama była zaskoczona gdy oświadczyłam, że pójdę na scenę sama i słowa dotrzymałam. Gdy wyczytali moje imię i nazwisko przedarłam się przez tłum ludzi i wkroczyłam na scenę. Podeszłam do Śnieżynki i odpowiadałam na jej pytania, a do tego podskakiwałam jak piłeczka. Podskakując podeszłam do Mikołaja, podałam rękę, wzięłam wielkie pudełko i nie mogąc już skakać (przez jego ciężar) zeszłam ze sceny.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz