Blog dla moich bliskich, którzy są daleko i nie mogą na co dzień patrzeć jak rośniemy.
poniedziałek, 28 marca 2011
Wiosna, choć zimny wieje wiatr
Oficjalnie przyszła WIOSNA, ale zima nie tak łatwo chce się poddać. Trochę śniegu, trochę mroźnego wiatru nas nie przestraszy i nie wyciągniemy już zimowych czapek, szalików, ani butów. 21 marca zrobiłam z tatą i ciocią Karinką Marzannę, a wieczorkiem wrzuciliśmy ją do Wisły. WITAJ WIOSNO!!
Pobyt w Krakowie był bardzo miły, nie było czasu na nudę. Pierwszy raz wybrałam się do kina na poranek bajkowy. Poszła ze mną babcia Krysia. Najpierw trochę się przestraszyłam, że ma być ciemno, ale jak już się zrobiło ciemno to nawet tego nie zauważyłam. Było dużo dzieciaków, z którymi pod koniec seansu bawiłam się przy stolikach (przygotowanych specjalnie dla tych którym się znudzi oglądanie). Innym razem tatuniek zabrał mnie na basen. Dawno już nie byłam, bo u nas w Częstochowie nie ma takiego dla maluchów, a ostatnio w Krakowie chorowałam więc nie mogłam. Bardzo mi się podobało, muszę częściej nakłaniać rodziców na takie wyjścia.. Odwiedziłam też małą Olę i jej rodziców. Od małego dzidziusia nie mogłam się odkleić, a po pół godzinie patrzenia odkryłam że Ola ma nóżki i rączki. Gdy babcia mnie spytała jak mi się podobała Ola odpowiedziałam "fajna jest Ola i nie wsadziłam jej paluszków do oka" (babcia przed wizytą powiedziała mi co można, a czego nie można). Parę dni temu wróciliśmy do domku i na reszcie mogę spotykać się "z moją doblą kolezanką", "psyjaciółką" MALYSIĄ. Moja mama ma czasem dość naszych kłótni o wszystko i o nic. Sprzeczamy się o wózek - Malynia lubi zmieniać środki transportu, a ja nie znoszę jak ona mnie podsiada więc krzyczę (ku satysfakcji Marysi). Zamiana łopatkami, foremkami, wiaderkami to tez dobry powód do krzyku. Marysia zaczyna coraz więcej gadać więc, oprócz rękoczynów i krzyków możemy też dyskutować. Dziś jechałyśmy naszymi niebieskimi wózkami przez ogródki działkowe :
- To jest sklalnia - powiedziałam dumnie
- Nie!! - odparła pewna siebie Marysia
- Tak!! to jest sklalnia - powtórzyłam
- Nie!!
- sklalnia!! - krzyczę coraz głośniej i tak to trwa, aż ja jestem bliska łez. Mama w końcu zaciekawiła się naszymi okrzykami. Chwilkę, nie mogła pojąć o co tyle hałasu i co to "slalania", ale w końcu usłyszałam:
- Tak Maju to jest szklarnia. - teraz mogłyśmy pokłócić się o wózek , iatraczek, albo piłkę...
Czasami pięknie się dzielimy i wymieniamy zabawkami, ale wystarczy, że jedna z nas ma zły dzień to szkoda gadać. Tak czy siak najlepszy spacer jest z Malychną i ciocią Olą...
ZAGADKA:
- Maju co to jest : mieszka w lesie, ma cztery łapy, rudą kitę i lubi polować na kury??
- YYY Celwony Kaptulek .
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz