Blog dla moich bliskich, którzy są daleko i nie mogą na co dzień patrzeć jak rośniemy.
niedziela, 16 maja 2010
Przegląd ostatnich 3 tygodni
Już maj, a pogoda nas nie rozpieszcza (zwłaszcza ostatni tydzień). Nawet teraz deszcz stuka o szyby. Moje życie zaczyna wracać do normy, znowu mam SWÓJ domek. Hmm... w sumie to NASZ, bo i mamy i tatunia też. Mieszkamy dalej w Częstochowie, niedaleko babci Ani. Bardzo mi się tu podoba, zwłaszcza mój pokoik "jest fajny". Zanim dotarłam do domku to byłam w Stalowej Woli i Krakowie. Rodzice pojechali na ślub cioci Sylwii i wujka Marcina do Rudnika. Ja zostałam z ciocią u babci Stasi. Pogoda wyjątkowo się udała (zwłaszcza jeśli porównamy ją do kilku ostatnich dni). Po uroczystości w kościele goście bawili się przy grillu w ogrodzie. Tylko dwa razy popadało (prawie nic), ale gości to nie zraziło. Ja też miło spędziłam te dwa dni. W Krakowie czekało na mnie kilka atrakcji. Odwiedziliśmy Smoka Wawelskiego, powiększone zabawki stworzone na podstawie zabawek z muzeum etnograficznego. Najbardziej mi się podobała karuzela. Innym razem rodzice wzięli mnie na takie targi przeznaczone dla dzieci ich rodziców. Latałam z mamą samolotem, trochę się bałyśmy, ale i tak było fajnie. Była SUPER NIANIA, ale ani mama, ani ciocia, ani tatuń nie mieli odwagi do niej podejść. Ja za to nie bałam się przywitać i zaprzyjaźnić ze smokiem. No i później wróciliśmy do Częstochowy. Jak było ładnie to chodziłam z mamą na spacery. Poznałam dużo koleżanek: Emilkę, Wiktorię, Martynkę, Marysię. Muszę powiedzieć, że lubię towarzystwo dzieci. W domu to było różnie. Rodzice ciągle coś sprzątali, wiercili, planowali i mało czasu mieli dla mnie. Może teraz jak nasz domek zaczyna wyglądać nieco lepiej to to się zmieni?? Chociaż mama mówi, że jeszcze dużo pracy zanim skończy się remont. Mi się podoba remontowy bałagan. Można znaleźć dużo skarbów (młotek, śrubki, deski, miotłę, fugę - czerwoną, wiadro z wodą, pędzle - mama nie była zadowolona gdy malowałam po ścianie). Było też kilka mniej fajnych przygód: przytrzaśnięty palec szufladą czy zrzucony monitor. Wszystko dobrze się skończyło, chociaż kilka łez było.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Majeczko tam gdzie byłaś nad Wisłą na dużych zabawkach to nic innego nie m jak tylko woda i wodaaaa mamy powódź.
OdpowiedzUsuń