Blog dla moich bliskich, którzy są daleko i nie mogą na co dzień patrzeć jak rośniemy.
środa, 7 października 2009
Jesienne spacerowanie
Tatuń w końcu przyjechał. Bardzo się ucieszyłam na jego widok. Teraz muszę dobrze pilnować moich rodziców, bo najfajniej jest jak jesteśmy wszyscy razem. Ostatnio poszli do kina, a ja zostałam z babcią Anią. Fajnie się bawiłyśmy, ale w nocy miałam złe sny.
Z tatusiem chodzimy na fajniejsze spacery niż z mamą. Bo jak jesteśmy same to zawsze idziemy w te same miejsca, a jak jest tatuń to zabiera nas w nowe. Ostatnio byliśmy w Świerklańcu. Tam jest taki duży park, a w nim stoi mały pałacyk. Bardzo dużo chodziłam tam na nóżkach i byłam trochę zmęczona. Okazało się, że rodzice bardziej się zmęczyli tym spacerkiem.
Poza tym mama trochę marudzi bo odkąd przyjechał tatuń to przestałam wołać "siiiku" na nocnik. Chyba trochę przesadza bo rano zawsze wołam, a w ciągu dnia po prostu nie mam na to czasu. Przestań się już mama martwić...
Dziadek Marek zamontował mi huśtawko-skoczka i od dwóch dni chcę tylko "hu hu" i husiam też lale i misie. Z resztą na dworze (jak mówią w Częstochowie) zrobiło się już chłodno. Coraz częściej pada deszczyk ("tap tap") i tworzą się kałuże ("buda") więc więcej siedzimy w domku. Chociaż według planu rodziców jutro wyruszamy w trasę...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz