Pora co nieco tu uzupełnić, bo to już tydzień mija od naszego wyjazdu do Stalowej, Rudnika i Krakowa. Po drodze do prababć odwiedziliśmy niezwykłe miejsce, miasteczko. Byliśmy w Szydłowie niedaleko Kurozwęk (gdzie mama jeździła na obozy konne), a to wszystko w pobliżu Staszowa.
Tu wkleję kilka zdań o Szydłowie:
Szydłów - "kamienne miasto" lub "Polskie Carcassonne"
nazywane tak gdyż zachowały się w dużej części mury obronne. W 1329 r ma miejsce druga lokacja Szydłowa wówczas Władysław Łokietek nadał jej przywilej lokacyjny oparty naprawie niemieckim. Średniowieczne miasto zostało otoczone murami obronnymi przez Kazimierza Wielkiego. W połowie XIV w. król Kazimierz Wielki opasuje Szydłów murami miejskimi z bramami i funduje kościół farny pw. św. Władysława. W poł. XIV w. wzniesiono także zamek usytuowany w zachodniej części miasta. Szydłów od XIV w. jest także siedzibą bogatej gminy żydowskiej. Podczas drugiej wojny światowej ma miejsce holokaust ludności żydowskiej (było to wówczas miasteczko z przewagą ludności żydowskej), Szydłów niszczą bombardowania w czasie ofensywy styczniowej 1945 r.
/ze strony: http://www.sandomierskie.com/kraj/staszowski/szydlow11.htm /
Miałam tam nieprzyjemną przygodę. Koło ruin zamku było boisko, do którego dochodził chodnik zakończony krawężnikiem. W jednym miejscu była mała kałuża i pech chciał, że biegnąc do mamy straciłam równowagę i było bam. Cała się ubrudziłam. Najgorsze były rączki, całe czarne w błocie. Wytarłam je sobie w buzię i kamizelkę. Mama nie była zadowolona. Ten incydent przyspieszył naszą dalszą wyprawę. Nie udało nam się wszystkiego zobaczyć dlatego na wiosnę tam jeszcze wrócimy.
Odwiedziny prababć były bardzo krótkie, ale bardzo miłe. Spieszyło nam się do Rudnika gdzie zawieźliśmy "moje" kochane łóżeczko. Niedługo urodzi się tam dzidzia. Ciocia Jajo podobno ma ją w brzuchu, ale mi się wydaje że ona połknęła wielki balon... Wreszcie mogłam sobie poganiać do woli po ogrodzie, a wieczorem załapałam się na ognicho. To chyba ostatnie w tym roku. Pogoda z dnia na dzień się pogarszała. Wiatr przywiewał coraz to cięższe chmury. Gdy dotarliśmy do Krakowa to padało prawie bez przerwy. Udało mi się tylko dwa razy wyprowadzić moją Pibę na spacer. Do babci i cioci to już tęsknie. Bardzo nie podobało mi się, gdy wychodziły z domu np. do pracy. Łzy same się cisnęły do oczek.
Po powrocie do domu przyszedł atak zimy i ciągle siedzimy w domu. Nie bardzo mi to pasuje :(.
Poza tym, mam nową ulubioną piosenkę "Zuzia nana duzia..." i wymyśliłam nowy krok taneczny (pół obrotu, przysiad, półobrotu, przysiad, i tak w kółko). Rodzice usilnie namawiają mnie, żebym korzystała z nocnika. Przedtem wołałam "sii", ale odkąd tatuń wrócił z pracy to mi się nie chce wołać. Teraz gdy chce mi się kupę to czasem zawołam "qpa", ale gdy oni biegną po nocnik to ja im uciekam. Fajna zabawa. Dziś pierwszy raz udało mi się załatwić na takim prawdziwym kibelku. Ku radości wszystkich powtarzam nowe słowa np. "jesz"- jeż, jeść, "psi" - pepsi, pupa, "goja" - golas, "chapu chapu" - "chlapu chlapu" (tak wołam gdy idę się kapać, ale to już od dawna).
Już wiem co to znaczy Maja, to jest moje imię. Gdy mówię to czasami wychodzi Maja, ale częściej AJA. Umiem też literować swoje imię "A J A" (to mnie nauczyła mamusia, bo ja lubię ją naśladować więc kiedyś mi pokazała jak to się pisze). Już nie mówię "maa" tylko "nie ma" lub "ni ma" do tego rozkładam rączki :). Jestem bardzo stanowcza gdy mówię "nie", choć jeśli chodzi o jedzenie to łatwo mnie przekonać do zmiany zdania. Trochę próbuję wychować tych moich rodziców, ale z różnym skutkiem (czasem uda im się wygrać). Mam tajną broń - płacz, ale oni są coraz bardziej odporni. Nie lubią gdy wchodzę na meble i piję wodę w kąpieli, ciągle mnie upominają. Gdy coś mi upadnie (np. ziarnko ryżu) mówię "ojej" lub "ojoj jojo" (do tego czasem złapię się za głowę). Polubiłam oglądać bajki, ale nie za długo. Gdy wołam "Ajoo" mama wie, że chcę oglądać krecika. Z teletubisiów najbardziej lubię PO. Kocham moje misie i moją lalę, którą wożę w moim wózeczku (ja jestem do niego za duża). Dbam o tego mojego dzidziunia, całuję go i tulę (tylko czasami mi wypada z rąk). To tak w skrócie co potrafię, a z każdym dniem umiem więcej i więcej...
:) twoje Majeczko pisanie pozostało mi na biurku :D "AIA"
OdpowiedzUsuń