Blog dla moich bliskich, którzy są daleko i nie mogą na co dzień patrzeć jak rośniemy.
poniedziałek, 14 września 2009
Kasprowa wyrypa i niespodzianka dla prababci...
Dziś chciałam wam napisać jak spędziłam ostatni tydzień. Znowu dużo się działo i pewnie dużo ważnych rzeczy pominę... Zacznijmy od tego, że we wtorek wieczorem (po meczu siatkówki) wyruszyliśmy do Krakowa. W środę rano rodzice mnie obudzili (co jest dziwne bo to ja ich zazwyczaj budzę). Coś wspominali, że gdzieś jedziemy ale hasła "TATRY", "Zakopane" nie wiele mi mówiły. Tak więc rodzice mnie wzięli na wyprawę. Przez Halę Gąsienicową wdrapaliśmy się na Kasprowy Wierch. Do schroniska na Hali Gąsienicowej dzielnie uczestniczyłam w wyprawie. Później się najadłam, mama cieplej mnie ubrała (bo pogoda się nieco zmieniła), ruszyliśmy dalej i usnęłam. Wiele nie pamiętam, a na swoją obronę mam tylko tyle, że trochę mnie bujało. Podobno pod sam koniec mama marudziła i była gotowa zostać tam gdzie stoi. Tata dopiero na samej górze przyznał się, że też miał kryzys. No, ale jemu to można wybaczyć bo przecież mnie niósł, a ja już trochę ważę. Rodzice rozważali różne opcje zejścia. Wygrał zjazd kolejką. Czemu?? Bo tata umówił się z resztą fanatycznych kibiców, moich wujków na wspólne oglądanie meczu. W rezultacie do domu wróciłam bardzo późno, a z Kasprowego pamiętam tylko zjazd kolejką. Następnego dnia dochodziliśmy do siebie. Pojechaliśmy na spacerek plantami krakowskimi. W drodze powrotnej spotkaliśmy dużo łasiczek, bardzo chciałam się z nimi przywitać. Kilka udało mi się pogłaskać i powiedzieć "cześć". Na jednej prawie siedziałam, ale mama mnie szybko zabrała. No i podobno łasiczki nie robią "iha". To jak robią?! W piątek pojechaliśmy zrobić prababci urodzinową niespodziankę. Miała dość zaskoczoną minę kiedy do domu weszło 6 osób. Pewnie myślała, że to będzie spokojny weekend. W sobotę wzięliśmy ją na obiad. Później był znowu mecz siatkówki. W niedzielę wyjechaliśmy już do Częstochowy, tak żeby zdążyć na mecz. W sumie to tych meczów to jest nieco za dużo (siatka, noga i jeszcze kosz). Cóż ja umiem trochę kibicować, a nasi są mistarzmi (nasi siatkarze po meczu z francuzami zdobyli mistrzostwo europy, przyp. red.).
Jeszcze raz STO LAT dla prababci (szkoda, że ona tego nie przeczyta ;) , bo nie ma internetu).
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
No tak )
OdpowiedzUsuńImpreza urodzinowa udana bardzo była :)
Babcia faktycznie zaskoczona była:)
Az sie zdziwiłam ze się nie popłakała heh