Wakacje dobiegają końca, przynajmniej dla niektórych. Dla mnie wakacje będą dopóki będzie pogoda. Ta niestety coś zaczyna kaprysić. Mam cichą nadzieję, że jutro słonko do nas wyjrzy, a nie tylko ten paskudny deszcz. W tym tygodniu byliśmy z rodzicami w Tarnowskich Górach. Tam jest taki park wodny i jest dużo basenów. Bardzo mi się podobało, zwłaszcza w basenie gdzie były fale. Na początku jak mama wołała "fala" to ja podnosiłam rączki (tak mnie nauczył wujek Marcin). Okazało się, że fala może być też z wody i można przez nią skakać. Podobała mi się też taka żółta ślizgawka, ale muszę mieć więcej lat i więcej zębów (to wiem od Mikiego). Pojechaliśmy też na pustynię Siedlecką i zbudowaliśmy tam żółwia. Tata wykopał "dua dziua" i ja tam mogłam sobie siedzieć. Szkoda, że nie pojedziemy już nad morze. Bo tam jest i woda i dużo piasku. W ten weekend zaczęły się "Dni Częstochowy". Niestety pogoda nie rozpieszcza i wygląda na to, że jest to mały niewypał. Ja narzekać nie mogę, bo dostałam dużo balonów i widziałam dziś fajne "auta".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz