Wakacje się skończyły, a teraz i lato sobie poszło. Trochę przypadkiem wybraliśmy się na pożegnalną wycieczkę, taki zbieg terminów. Mama obrała cel : Warszawa, a tata pomógł jej to wszystko ładnie zaplanować. Ponieważ nasz REKIN znowu zaniemógł, mieliśmy się wybrać pociągiem. W ostatniej chwili okazało się, że nasze auto jest gotowe do drogi i wybraliśmy bardziej komfortową podróż, czym rozczarowaliśmy naszych bliskich ;). Droga do stolicy minęła nam sprawnie, nie licząc jednego korka przy wjeździe do miasta.
![]() |
| FOTY |
Nie byłabym sobą gdybym nie wykręciła jakiegoś numeru. Weszłam więc moimi tenisówkami do fontanny z wodą. Na moje szczęście rodzice powstrzymali mnie krzykiem "NIE!!!" od zamoczenia drugiego buta. W takim stanie zastali nas wujek Śliwka i jego już żona, ciocia Agata. Chcąc nie chcąc, towarzyszyłyśmy dorosłym w ich spotkaniu. Zasiedliśmy w restauracji Bazyliszek. Kto zna legendy ten wie cóż to za stwór. Tym miłym akcentem zakończyliśmy kolejny dzień w Warszawie. W niedziele rano poszliśmy do Łazienek. Powiem szczerze, że na tym miejscu zależało mi najbardziej. Nie chodzi o wizytę w łazience, gdzie można się wykąpać, ale o taki park. Nie interesowały mnie pałace, czy inne pomarańczarnie. Tam mieszkają takie przyjazne wiewiórki, które podchodzą do ludzi i biorą od nich orzeszki z rączki. Zanim znaleźliśmy te urocze zwierzątka musieliśmy odsłuchać fragmentu koncertu Chopinowskiego. Odbył się on oczywiście pod pomnikiem F. Chopina. Przybyło bardzo wielu słuchaczy. Gdy rodzice zaspokoili potrzebę obcowania z muzyką, ruszyliśmy na polowanie. Wiewiórek jest tam bardzo dużo, ale trzeba być cierpliwym. Karmienie tych stworzonek sprawiło nam wiele radości i zajęło bardzo dużo czasu. Gdy orzeszki się w końcu skończyły, spacerowaliśmy i podziwialiśmy chodzące z kijkami "gwiazdy". Okazało się, że tego dnia jest akcja "Bieg po NOWE życie" w której biorą udział celebryci. Widziałam Maćka Musiała, tego z "Rodzinki pl.". rodzice też rozpoznali paru innych aktorów i "gwiazd". Później poszliśmy na bardzo niedobry obiad do Baru Mlecznego (ul. Marszałkowska 10) - którego nie możemy polecić. Nabraliśmy na szczęście sił na kolejne atrakcje.
Tym razem był to Ogród Saski: piękna fontanna, grób Nieznanego Żołnierza i plac zabaw. Grób pilnowało dwóch żołnierzy:Maja: Mamo czy żołnierze to tacy trochę złodzieje?
Mama: Czemu złodzieje? - bardzo zdziwiona spytała mama
Maja: Bo noszą rękawiczki.
Gdy skończyłyśmy nasze szaleństwa na huśtawkach ruszyliśmy na Nowe Miasto, do pijalni czekolady Wedla. Tym miłym i słodkim napojem skończyliśmy nasze zwiedzanie stolicy. W deszczu szukaliśmy pamiątek z tego dużego miasta. Ja wybrałam sobie indyjską szkatułeczkę, a Lenka drewnianą, góralską skrzyneczkę z napisem "Warszawa". Wróciliśmy do naszej Agatki, na ostatnią noc. Rano obudził nas deszcz, który nie pozwolił na ostatni punkt naszej wycieczki. Pałac Kultury zdobędziemy następnym razem.
W aucie:
Lena: Mamo jesteśmy w Polsce!!
Mama: Tak Lenko, jesteśmy w Polsce.
Lena: Jesteśmy w Polsce bo tu są żółto czerwone autobusy.
PS. Wracając do Częstochowy machaliśmy naszym MISTRZOM ŚWIATA w siatkówkę.

Skoro byliście w rezydencji króla Jana III Sobieskiego, to pewinniście wiedzeć, czy to prawda, że król Sobieski ma trzy pieski? I czy rzeczywiście zielony, czerwony i niebieski?
OdpowiedzUsuń