piątek, 3 października 2014

Przyszła jesień

Już nie świeży, bo od tygodnia czekający na publikację pościk:

Wakacje się skończyły, a teraz i lato sobie poszło. Trochę przypadkiem wybraliśmy się na pożegnalną wycieczkę, taki zbieg terminów. Mama obrała cel : Warszawa, a tata pomógł jej to wszystko ładnie zaplanować. Ponieważ nasz REKIN znowu zaniemógł, mieliśmy się wybrać pociągiem. W ostatniej chwili okazało się, że nasze auto jest gotowe do drogi i wybraliśmy bardziej komfortową podróż, czym rozczarowaliśmy naszych bliskich ;). Droga do stolicy minęła nam sprawnie, nie licząc jednego korka przy wjeździe do miasta.
FOTY
Pierwszym punktem zwiedzania był Wilanów. Znajduje się tam uroczy i piękny pałac, letnia rezydencja Jana III Sobieskiego. Najpierw zwiedzaliśmy wnętrza, gdzie dreptałyśmy ziewając, podśmiewałyśmy się ze strojów i fryzur ludzi z portretów wiszących na ścianach. Z tęsknotą patrzyłyśmy przez okna. Za nimi czekały na nas skąpane w słońcu ogrody. Gdy już wszystkie sale się skończyły, a my dokonałyśmy wyboru kto gdzie będzie spał, gdzie będzie pokój zabaw itd... z radością wybiegłyśmy na świeże powietrze. Spacer wśród krzaczków, kwiatków i fontann zwieńczyliśmy rejsem po jeziorku wiosłową łódeczką. Po tym spacerku przyszedł czas na zakwaterowanie w hostelu. Naszego pokoju strzegła Agatka - wielki pluszowy tygrys. To z nim spędzałyśmy nieliczne wolne chwile. Kolejnymi punktami tego dnia był plac zabaw w parku Ujazdowskim i obiadek. Wieczorem udaliśmy się na pokaz multimedialnych fontann, który bardzo nam się podobał i mimo zmęczenia i chłodu wysiedzieliśmy prawie do końca. Na kwaterę wróciliśmy metrem. To była nasza pierwsza podróż tym środkiem transportu. Dzień drugi rozpoczęliśmy od wizyty w Centrum Nauki Kopernik. Pięć godzin jakie tam spędziliśmy to zdecydowanie za mało, żeby skorzystać ze wszystkich ciekawostek. Lence i mnie najbardziej podobało się w części przeznaczonej dla najmłodszych - Galeria Bzzz. Mogłyśmy zobaczyć jak się robi wiry wodne, jak działają śluzy, jak transportować wodę do góry, zobaczyć jak widzi pies, wąż czy ryba, posłuchać dźwięków lasu, a nawet poczuć zapachy (jelenia, lisa, szyszki itp...). Nasze zainteresowanie wzbudziły ogromniaste bańki, albo urządzenie dzięki  któremu nasze ciała zamieniły się w perkusje. Po 5 godzinach zwiedzania dałyśmy znać, że mamy już zdecydowanie dosyć. To był dopiero pierwszy punkt naszego dnia. Później udaliśmy się na dach Biblioteki Uniwersyteckiej. Tam rozciągają się ogrody, chodniczki i ławeczki na których można odpocząć. Miło było pohasać na świeżym powietrzu. Słońce zaczęło sygnalizować koniec dnia, więc i my ruszyliśmy w kolejny odcinek trasy. Odwiedziliśmy pomnik Małego Powstańca, a później ruszyliśmy na rynek Starówki. Pod pomnikiem SYRENKI zrobiliśmy małą sesję zdjęciową. Nie byłabym sobą gdybym nie wykręciła jakiegoś numeru. Weszłam więc moimi tenisówkami do fontanny z wodą. Na moje szczęście rodzice powstrzymali mnie krzykiem "NIE!!!" od zamoczenia drugiego buta. W takim stanie zastali nas wujek Śliwka i jego już żona, ciocia Agata. Chcąc nie chcąc, towarzyszyłyśmy dorosłym w ich spotkaniu. Zasiedliśmy w restauracji Bazyliszek. Kto zna legendy ten wie cóż to za stwór.  Tym miłym akcentem zakończyliśmy kolejny dzień w Warszawie. W niedziele rano poszliśmy do Łazienek. Powiem szczerze, że na tym miejscu zależało mi najbardziej. Nie chodzi o wizytę w łazience, gdzie można się wykąpać, ale o taki park. Nie interesowały mnie pałace, czy inne pomarańczarnie. Tam mieszkają takie przyjazne wiewiórki, które podchodzą do ludzi i biorą od nich orzeszki z rączki. Zanim znaleźliśmy te urocze zwierzątka musieliśmy odsłuchać fragmentu koncertu Chopinowskiego. Odbył się on oczywiście pod pomnikiem F. Chopina. Przybyło bardzo wielu słuchaczy. Gdy rodzice zaspokoili potrzebę obcowania z muzyką, ruszyliśmy na polowanie. Wiewiórek jest tam bardzo dużo, ale trzeba być cierpliwym. Karmienie tych stworzonek sprawiło nam wiele radości i zajęło bardzo dużo czasu. Gdy orzeszki się w końcu skończyły, spacerowaliśmy i podziwialiśmy chodzące z kijkami "gwiazdy". Okazało się, że tego dnia jest akcja "Bieg po NOWE życie" w której biorą udział celebryci. Widziałam Maćka Musiała, tego z "Rodzinki pl.". rodzice też rozpoznali paru innych aktorów i "gwiazd". Później poszliśmy na bardzo niedobry obiad do Baru Mlecznego (ul. Marszałkowska 10) - którego nie możemy polecić. Nabraliśmy na szczęście sił na kolejne atrakcje. Tym razem był to Ogród Saski: piękna fontanna, grób Nieznanego Żołnierza i plac zabaw.  Grób pilnowało dwóch żołnierzy:
Maja: Mamo czy żołnierze to tacy trochę złodzieje?
Mama: Czemu złodzieje? - bardzo zdziwiona spytała mama
Maja: Bo noszą rękawiczki.
Gdy skończyłyśmy nasze szaleństwa na huśtawkach ruszyliśmy na Nowe Miasto, do pijalni czekolady Wedla. Tym miłym i słodkim napojem skończyliśmy nasze zwiedzanie stolicy. W deszczu szukaliśmy pamiątek z tego dużego miasta. Ja wybrałam sobie indyjską szkatułeczkę, a Lenka drewnianą, góralską skrzyneczkę z napisem "Warszawa". Wróciliśmy do naszej Agatki, na ostatnią noc. Rano obudził nas deszcz, który nie pozwolił na ostatni punkt naszej wycieczki. Pałac Kultury zdobędziemy następnym razem.
W aucie:
Lena: Mamo jesteśmy w Polsce!!
Mama: Tak Lenko, jesteśmy w Polsce.
Lena: Jesteśmy w Polsce bo tu są żółto czerwone autobusy.

PS. Wracając do Częstochowy machaliśmy naszym MISTRZOM ŚWIATA w siatkówkę.

1 komentarz:

  1. Skoro byliście w rezydencji króla Jana III Sobieskiego, to pewinniście wiedzeć, czy to prawda, że król Sobieski ma trzy pieski? I czy rzeczywiście zielony, czerwony i niebieski?

    OdpowiedzUsuń