Gdy za oknem deszcz mamy czas na wspomnienia z ogniska
 |
| Z koleżanką Lilą |
Za oknem "kap, kap", w parapet "bach, bach". Leje i pada, jak to dobrze, że dziś sobota i nie musiałam wychodzić do przedszkola. Szkoda tylko, że panom z budowy DZIŚ deszcz nie przeszkadzał. W czwartek i piątek bali się, że się rozpuszczą i mimo że o 10 już przestawało padać to nie pojawiali się na rusztowaniach. Dziś od 7:05 wiercili namiętnie i nie dali się nam wyspać. Zrobiliśmy im na złość i po przegrupowaniach w łóżkach (tzn. wszyscy w jednym łóżku) spaliśmy dalej. Szkoda tylko, że nie można wyjść na rower, albo rolki. W tamtą niedzielę mimo chmur pojechaliśmy koło Olsztyna na trasę biegowo, rolkowo, rowerową. Fajnie tak się poruszać i zmęczyć. Zaliczyłam tylko jedną glebę i mimo ochraniaczy na dłoniach, kolanach, łokciach zraniłam się w paluszka. Kolorowy plaster ukoił mój ból i z rolek przesiadłam się na rower. Dołączyli do nas znajomi (z przedszkola), Lila i jej rodzice. Po zdrowym wysiłku pojechaliśmy razem na lody. To się nazywa życie. Mało tego, później ciocia i wujek namówili nas na ognisko. Pokazali nam super miejsce. Rodzice kopcili się przy ognisku (bo troszkę wiało, a drzewo które znaleźli dymiło się strasznie na czarno), a my szalałyśmy na piaskowej skarpie i przy żabim stawiku. Nie potrzebne nam żadne zabawki wystarczy dobre towarzystwo, trochę wyobraźni i można serfować po oceanie ( tuż koło Częstochowy). Dziś to chyba zostają nam gry planszowe, kredki, a jak się dobrze zakręcimy to jakieś bajki w telewizji.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz