Pada deszcz, więc zasiadam i piszę. W końcu czuć już wiosnę. Wkoło zielono, krótkie spodenki już wypróbowane, kolana lekko obdarte, wszystko tak jak trzeba... Przyszedł upragniony maj i wyczekiwany długi weekend. My zrobiliśmy sobie, aż tygodniową wycieczkę do Krakowa. Niestety pogoda nie dopisała. Lało cały czas, aż ostatniego dnia, w niedzielę, wyszło słonko. Na szczęście nie nudziłyśmy się z Lenką bo przecież dawno nie widziałyśmy się z babcią i ciocią. One też stęsknione były więc chętnie z nami dokazywały. Do tego spotkało nas kilka atrakcji. Mama zabrała mnie do teatru Groteska na Calineczkę. Dziadek kupił mi tam fotel. Mama coś mi tłumaczyła, że jakiś bilet, ale ja wiem że On kupił mi ten fotel. Z resztą wszystkim się już pochwaliłam więc jest mój i koniec.
3 Maja postanowiliśmy wyjść w końcu z domu, z resztą wyglądało, że się przejaśnia. Spacerek po Rynku skończył się przemoczonymi butami, ale i tak fajnie było się wyrwać z domu. W niedzielę kiedy to nastąpiła poprawa pogody, a także humorów poszliśmy do muzeum. To znaczy Lena udała się na spacer z ciocią K. i wujkiem B.. Babcia, tata, mama i ja poszliśmy pod ziemię, pod płytę rynku. Mama mówi, że kiedyś dzieci nie lubiły takich miejsc. Teraz jest to tak pomyślane, żeby i najmłodsi się nie nudzili. Była taka sala, gdzie był teatrzyk. Mechaniczny kruk, opowiadał legendę o Kraku. Były gry interaktywne i takie bardziej tradycyjne, i jeszcze inne ciekawostki, które nie wiem nawet jak opisać. Później poszliśmy na lody i na spacer do smoka. Doszliśmy, aż za Skałkę, a tam nowiutki plac zbaw. Oczywiście wyszalałyśmy się za te kilka dni. Zmęczeni, ale zadowoleni późnym wieczorem wróciliśmy do domu. W poniedziałek byliśmy, już tradycyjnie, w ogrodzie botanicznym, skąd mamy najwięcej zdjęć. Popołudniu udaliśmy się na grilla do wujka Łukasza i cioci Asi. Nieśmiało przyznaję, że polubiłam tego wujka. Do tej pory nie mogłam się przekonać mimo wszystkich jego starań. Teraz już nie mogę się doczekać, aż pojadę tam na truskawki (tak się z nim umówiłam). On to ma szczęście, bo truskawki jego cioci zjadły jakieś duże owady (SARNY), a jego są dobrze ogrodzone i ocalały. We wtorek to trzeba było wrócić do domu, a w środę do przedszkola.
ważne zwroty Leny:
Dziujuś - wujek
To moje - nieważne co i czy co, ale to tak ładnie brzmi
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz