poniedziałek, 19 listopada 2012

listopadowe szaleństwo

Po długiej przerwie ciężko zacząć pisanie, ale spróbuję. Tatuniek wrócił do domu po 4 tygodniach pracy. Mama się śmieje, że on tam odpoczywa, a pracuje w domu. Na pewno łatwiej mu się tam wyspać, mimo że wstaje po 5-tej rano. U nas spanie przypomina czasami poligon. Nawet najlepsze okopy nie pozwalają się ukryć przed nami. No, ale nie o tym chciałam pisać. Co prawda moi rodzice mieliby znacznie więcej do powiedzenia na ten temat niż ja, czy Lenka. 29 października nasz tata miał urodziny i oni, znaczy nasi rodzice ciągle sobie świętowali. To jakiś mjuzikal, teatr, kręgle i nawet jazda konna - wszystko z okazji tatusiowych urodzin. Dość długo to trwało, ale na szczęście już skończyli. Oczywiście to długie i miłe świętowanie zawdzięczają babci Ani i Krysi, które nas wtedy pilnowały. Jeszcze tylko puzzle, które tatuś dostał od nas, przypominają nam wszystkim, że ... no wiecie... że kolejny roczek za nim. Ja troszkę też skorzystałam na tych urodzinach. Rodzice zabrali mnie do Goszczy, gdzie oni jeździli na konikach, a ja i ciocia Karinka spacerowałyśmy w promieniach słonka po błotku. Na nas też przyszła kolej i przejechałyśmy się na konikach. Poszłam też do teatru, ale nie z rodzicami tylko z moją niezastąpioną matką chrzestną. Byłyśmy w Grotesce na spektaklu "Tygrys i kapitan Morgan".  Przedstawienie bardzo mi się podobało, nie było ani straszne, ani śmieszne. Najbardziej podobały mi się żyrafy, które związały piratów i tygryska. Lena załapała się tylko na spacer po Wawelu. Niestety rezerwacje mamy przepadły, bo te panie źle mamie powiedziały przez telefon o której mamy być i nieco się spóźniliśmy. Mimo wszystko zbyt wiele nie przepadło i udało nam się zobaczyć katedrę i komnaty. Lena w trakcie spaceru usnęła tacie na rękach. Zanim to się jednak stało, dzielnie z nami maszerowała przynosząc dumę rodzicom. Czemu?? Bo wiecie ostatnio nas dopadło przeziębienie. Lenie najbardziej dokuczał (i dokucza) katar. Ona naśladując mnie nauczyła się dmuchać nosek. Bierze papierek, smarka i wrzuca do kibelka, albo targa i rozrzuca po podłodze. Spacerując po komnatach smarkała w rączkę i była z siebie bardzo zadowolona. Teraz ją już chyba kinol boli, albo jej się znudziło bo niechętnie dmucha nosek. Za to tata raz podejrzał jak uczyła lalę wycierać nosek. Innym razem tą samą lalę uczyła siku na kibelku. Skończyło się tak, że Haniula (nasza lala) dała nura głową do sedesu.

1 komentarz: