czwartek, 21 maja 2009

(klikając udasz się do albumu pełnego zdjęć)

No tak, trochę się obijałam i widzę TU spore zaległości. Skoro nikt się nie upomina to widocznie nie muszę się spinać ;). Celem uzupełnienia ostatnich wydarzeń, COFAMY się w czasie:

-1- Majowy weekend
- Tata już tradycyjnie 1 maja wyjechał do pracy. Nie byłyśmy z mamą zbyt długo same bo przyjechała do nas ciocia Karina z Debrusią (z pieskiem, gdyby ktoś myślał że to jakaś koleżanka, bo i tacy byli). Nauczyłam się wtedy wielu nowych rzeczy m.in. wiem co znaczy PICIU i gdy zawołam "pisiu pisiu" moje pragnienie zostanie ugaszone. Oczywiście umiem też wołać DEBRE - "bebera", "jebra", a najczęściej to mi wychodzi "Piba". Teraz czasem mylą mi się pieski z kotkami, a czasami nawet z gołąbkami :/.
Później był ten spacer, z którego zdjęcia są w poprzednim poście.

- 2 - Wyjazd do Stalowej -
8 maja przyjechał do nas dziadek Janusz i ciocia Karina. Zabrali mnie i mamę do Stalowej Woli na komunię Kacperka. Mama jest jego mamą chrzestną. Tata niestety nie dał rady z nami być. W niedzielę wszyscy się wystroili i poszliśmy do kościółka, gdzie odbywała się uroczystość. Nasz mały komunista miał odświętny, elegancki strój. Całą mszę stałyśmy na polku (albo dworze - jak kto woli ;) ), bo do kościoła nie dało się wejść - tak duuuużo było ludzi. Pogoda tego dnia była bardzo piękna, więc mogłam sobie spacerować z mamą i ciocią na zmianę. Później była imprezka, której bohaterem był oczywiście Kacperek. W domku było tak strasznie ciepło, że Kacper i Ja szybko pozbyliśmy się naszych oficjalnych strojów. Podsumowując pobyt w Stalówce był udany, a główny cel wizyty wypalił. Kacper miał dużo powodów do radości bo specjalnie dla niego do Polski przyjechał jego tatuś i babcia Ania no i oczywiście JA (ale tylko z Częstochowy).

- 3 - Wizyta u babci Krysi -
Pobyt w Krakowie zaczął się niefajnie, ponieważ dopadła mnie czterodniowa trzydniówka. Miałam gorączkę i musiałam siedzieć w domku. Dopiero w piątek wyszłam na spacerek. W sobotę przyjechał tatuś i było jeszcze superowiej niż wcześniej. Tylko, że on przywiózł katar dla mnie :(. Ja go później dałam mamie i takim sposobem wszyscy kichamy i smarkamy. Rodzice mieli ambitny plan zabrać mnie w góry, ale i katar i wcześniejsza trzydniówka i zmienna pogoda zmusiła ich do zmiany tych planów. Skończyło się na wycieczce do ogrodu botanicznego. Bardzo mi się tam podobało...

Teraz jesteśmy już w domku, a za oknem pada deszcz (dobrze, że rano odwiedziliśmy piaskownicę).

2 komentarze:

  1. No i pomylilem sie. Komentarz do tego wpisu umiescilem w poprzednim wpisie. Ale to nieszkodzi chyba! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak też właśnie myślałam ;)

    OdpowiedzUsuń